Zielony koperek. Przepisy kulinarne ze zdjęciami, smaczne obiady i ciasta

Sałatka na imprezy

z rukolą, granatem i serem pleśniowym

Tanie gotowanie,

czyli kuchnia bardzo ekonomiczna

Domowe lody

smaczne i proste

Potrawy na przyjęcia

zupy, przystawki i dania główne

środa, 15 czerwca 2016

Awwwww.... jutro mija pięć lat, od kiedy założyłam bloga. Mój blogasek taki dorosły. Specjalnie z tej okazji sprawiłam sobie prezent w postaci zdrowego koktajlu ze jarmużu, jabłka, selera naciowego i kiwi, a Wam....

Dobra! Kłamię!!!
Było tak: o tym, że jutro jest ta cała "rocznica" przypomniałam sobie przez zupełny przypadek. Co roku, oprócz blogowych urodzin nr 1, ją przegapiam. Jestem beznadziejna we wszystkie święta, rocznice, sylwestry, nawet własne urodziny średnio mnie interesują. Nic nie przygotowałam sobie z tej okazji, a gdybym NAWET miała taki zamiar, to na bogów! Nie byłoby to smoothie z jarmużu! Nie gardzę pełnym kieliszkiem, kiedy świętuję, ale pod warunkiem, że jest wypełniony czymś konkretnym %%
Ale dla Was faktycznie coś przygotowałam. Proszę bardzo - oto zestawienie moich wczesnych dzieł gastronomicznych, wraz ze zdjęciami, które wyznaczyły trend w w świecie fotografii kulinarnej, dziś określany jako foodporn. Taddaaaaaa!

1. Pierwszy faktyczny przepis na blogu (pierwszy wpis dotyczył tego, jak nie wyszło mi coś z kruchego ciasta). Tarta ze szpinakiem i pomidorami - zwróćcie proszę uwagę na kunszt z jakim ułożyłam oliwki. Garnirowanie pełną gębą.

2. Przed dodaniem tego wpisu przeczytałam artykuł o fotografii kulinarnej na czarnych talerzach. Zrobiłam sałatkę, nabrałam jej pełną łychę, nałożyłam ją na talerz i postawiłam go na balkonie. Byłam całkiem zadowolona z efektu. Naprawdę... Sałatka z kuskusem

3. Garnek, drewniana łyżka, włoski sos... parapet ułamek białostockiego osiedla w tle - Sos marinara

4. Wielka micha zielonej papki. Foodporn w pełnej okazałości - Puree ze szpinakiem

5. I teraz crème de la crème - pasztet z selera (on naprawdę  jest bardzo smaczny). Jak ja byłam dumna z tego zdjęcia. I z tej pasztetowej piramidy. Krople keczupu wieńczą dzieło.

Nie. Nie wykasuję tych przepisów. Zdjęć też nie wymienię. Nigdy w życiu! Fajna pamiątka. A teraz do rzeczy, czyli smoothie z jarmużu z jabłkiem, selerem i kiwi.

Zielony koktajl - smothie z jarmużu z jabłkiem i selerem naciowym

Smoothie z jarmużu z jabłkiem - składniki:

- 4-5 garści jarmużu  
- 3 jabłka
- 2 kiwi
- 2 pałki selera naciowego
- pół litra wody

Smoothie z jarmużu z jabłkiem - przygotowanie
Jarmuż, seler i jabłka myjemy. Kroimy na drobniejsze części. Z jabłek wycinamy gniazda nasienne. Wrzucamy wszystko do blendera. Dodajemy wodę.

Włączamy blender i miksujemy wszystko ze sobą. Dodajemy obrane i pokrojone kiwi i jeszcze raz miksujemy. Jeśli koktajl jest za gęsty, możemy dodać jeszcze troszkę wody.

Nie stosuję tutaj cukru, bo słodycz dają jabłka.

Smacznego!

piątek, 10 czerwca 2016

W czasach, gdy nie potrafiłam gotować, ale tak naprawdę nie potrafiłam i najbardziej wyrafinowanym daniem, jakie przygotowałam była zupka Vifon "coś tam w pięciu smakach", uważałam, że są dwa rodzaje ludzi. Pierwsza grupa to osoby, które zapraszając gości podają minimum pięć, samodzielnie przygotowanych, ciepłych dań (każde je się specjalnym widelcem), do tego milion przystawek na zimno i ciepło, a przy talerzach układają bajeranckie serwetki zwinięte w łabędzie. Druga grupa to ta, do której należałam i która z roztrzęsieniem wystukuje w internetowej wyszukiwarce, pełne paniki, trochę rozhisteryzowane: "co podać gościom na imprezie?!", a ostatecznie i tak serwuje krakersy i paluszki (w przebłysku kulinarnego geniuszu rzuca gościom nie tylko paluszki z solą, ale i makiem!).

Teraz jestem gdzieś w połowie. Wraz z przekroczeniem przez gości progu mojego domu, na stół nie wjeżdża pieczony świniak z jabłkiem w pysku (one zawsze mnie przerażały). Natomiast jeśli nawet podam krakersy, to jednak jako dodatek do czegoś pysznego. Tak, jak np. ten wiejski dip. Jest pyszny i wciągający (chwilowo uzależniający), jak solone orzeszki - nie skończysz, póki nie sięgniesz dna (nie, to niej jest parabola życia). Oczywiście - jako, że jest to dip wiejski, bardzo serowy i z kiełbą, to jest również kaloryczny. Ale kto by się przejmował?! Czasem można zgrzeszyć!

Wiejski dip z serem cheddar na imprezy


Wiejski dip z serem cheddar - składniki:

- pół pałki kiełbasy wiejskiej
- cebula
- 200 gramów sera cheddar
- 200 gramów sera Neufchatel (czasem znajduję go w Tesco, jeśli nie ma, to kupuję TEN)
- pęczek szczypiorku
- 1 1/4 szklanki śmietany 18%
- 3 łyżki oleju rzepakowego
- pół szklanki gęstego jogurtu naturalnego
- sól i pieprz

Do podania: krakersy cebulowe, świeże warzywa pokrojone w słupki: papryka, marchew, seler naciowy itp.

Wiejski dip z serem cheddar - przygotowanie:

Kiełbasę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na oleju rzepakowym. Następnie wykładamy ją na papierowy ręcznik, aby odsączyć z tłuszczu.

Ser kroimy w dość drobną kostkę, przekładamy do miski i dodajemy śmietanę. Za pomocą blendera "żyrafy" ucieramy na gładką masę.

Do serowo-śmietanowej masy dodajemy podsmażoną kiełbasę, pokrojoną drobno cebulę, pokrojony szczypiorek i starty ser cheddar. Całość mieszamy - jeśli dip jest zbyt gęsty dodajemy jogurt naturalny. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Gotowy dip przekładamy do salaterki, podajemy z krakersami i/lub świeżymi warzywamu.

Wiejski dip z serem cheddar na imprezy


piątek, 20 maja 2016

Gdybym była NORMALNĄ blogerką kulinarną, z pewnością już na wstępie sypnęłabym całą garścią mądrych rad na temat tego, jak zrobić domowy schab pieczony. Ale prawdopodobnie doszło u mnie do spożywczego niedotlenienia mózgu i radę mam jedną: jeśli chcecie zrobić schab pieczony, musicie go upiec. Dziękuję. Dobranoc.  Dobra, serio mam niedotlenienie. Bredzę. Ale to przez to, że ostatnio pochłaniam jedzenie w ilościach irracjonalnych. I przekroczyło to granice dobrego smaku... jakiś tydzień temu. Teraz jest to po prostu niedorzeczne. Stąd też niedotlenienie - przeżuwać czy oddychać to dla mnie jak "Wybór Zofii". Jeśli macie jakieś sensowne porady odnośnie tego, jak wyjść z tak trudnego stanu (może jakieś koło wsparcia?), wyślijcie sms o treści POMAGAM, na numer 000 000, a jeszcze lepiej wpiszcie go w komentarzu.

No ale ok, do schabu przejdźmy, bo nie jesteśmy tu po to, żeby słuchać o moim tasiemcu (serio, smacznego). Ten schab trudno zepsuć. Jasne, można go piec za długo i wtedy będzie zbyt suchy, dlatego ja wyjmuję go zawsze trochę wcześniej, przed podanym czasem, odkrajam kawałek i sprawdzam czy jest ok. Tak na wszelki wypadek. Jeśli widać nawet trochę różowego mięsa, wstawiam go z powrotem do piekarnika - w końcu to wieprzowina. Dooobra, ale ja tu pitu pitu, czas na konkrety: przepis!

Domowy schab pieczony - pomidorowo-paprykowy

Domowy schab pieczony, pomidorowo-paprykowy - składniki:

- kilogram schabu wieprzowego
- wędzona papryka
- suszone pomidory w płatkach
- sól i pieprz
- majonez

Domowy schab pieczony, pomidorowo-paprykowy - przygotowanie:

Schab oczyszczamy, myjemy i osuszamy.

Smarujemy go majonezem (około 3 mm. warstwa - ma nie być widać mięsa). Oprószamy papryką, solą i pieprzem. Obsypujemy pomidorami. 

Tak przygotowany schab zawijamy folią i odstawiamy na 8-10 godzin do lodówki.

Na dwie godziny przed pieczeniem wyjmujemy schab z lodówki, aby nie był zimny.

Następnie wstawiamy go do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni C. (cały czas w folii) i pieczemy przez około 70 minut.

Po upieczeniu schab wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy do wystygnięcia, a następnie jeszcze na 2-3 g. wstawiamy do lodówki.

Smacznego!

Domowy schab pieczony - pomidorowo-paprykowy

niedziela, 27 marca 2016

Wesołych Świąąąąąt! Pozwólcie, że od razu podejmę jeden z tematów najczęściej poruszanych przy świątecznym stole. Nie, nie będzie to polityka, ale też na "p". Pogoda. Jak dziś pięknie! Na wskroś wiosennie. Rok temu zimowy płaszcz zrzuciłam dopiero 10 kwietnia. Ba! Trzy lata temu, gdy wracałam do domu na Wielkanoc, również w ostatni weekend marca, była potężna śnieżyca. A dziś jest tak ciepło, że pewnie bez kurtki można by chodzić. Pięknie, prawda?

No dobra, świąteczny "small talk" za nami. W sekrecie powiem Wam, że w Wielkanocy najbardziej lubię to, że do kolejnych świąt jest aż dziewięć miesięcy. No ok, po drodze jest jeszcze jedna Wielkanoc - w maju, ale u mnie obchodzi się ją już bardziej symboliczne. A poza tym, w tym roku spędzę ją w górach. Sporo górskich wypraw zapowiada się do końca 2016-ego.... ale to przy innej okazji. Teraz jedzenie!

Ciekawe ilu z Was zna wielkanocną paschę? Bo nawet, jeśli znacie, a mieszkacie bardziej w centrum kraju lub na zachodzie, to możecie kojarzyć ją z zupełnie inną potrawą. Na kresach wschodnich pascha to coś... jak waniliowy sernik z dużą ilością masła, bakaliami, pachnący wanilią. Wielkanocną paschę można robić na zimno, z twarogiem lub na ciepło - ser robiąc samodzielnie, co naprawdę nie jest trudne.

Pascha wielkanocna robiona na ciepło - składniki:

- 2 litry mleka
- 450 ml śmietany 18%
- 5 jajek
- 220 g. masła w temp. pokojowej
- laska wanilii
- 1/2 szklanki cukru pudru
- 4 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
- 50 g. płatków migdałowych
- 6 łyżek posiekanych orzechów włoskich i migdałów
- 3 łyżki rodzynek
- ok. 7 łyżek śmietany 30%

Pascha wielkanocna robiona na ciepło - przygotowanie:

Rodzynki moczymy przez 15 minut w ciepłej wodzie, a następnie odcedzamy. To samo robimy z orzechami i migdałami przez dwie godziny.

Mleko wlewamy do garnka, dodajemy, rozciętą wzdłuż, laskę wanilii. Gotując na średnim ogniu doprowadzamy mleko do wrzenia.

Jajka roztrzepujemy ze śmietaną. Z wrzącego mleka usuwamy laskę wanilii i wlewamy masę jajeczną. Gotujemy nie przerywając mieszania. Ser musi oddzielić się od serwatki, co zajmuje około 20 minut (fragment takiego mieszania możecie zobaczyć na moim FB). 

Durszlak lub duże sito wyściełamy lnianą lub bawełnianą szmatką/ścierką. Przecedzamy zawartość garnka. Czekamy aż płyn zleci a całość wystygnie.

Zbieramy brzegi szmatki, związujemy ją sznurkiem i wieszamy np. nad zlewem, aby serwatka mogła swobodnie ściekać (u mnie wyglądało to to tak -> foto). Dociskamy zawartość, aby wycisnąć płyn i zostawiamy w ten sposób na kilka godzin (najlepiej na noc). Rano znowu dociskamy ściereczkę, aby wycisnąć serwatkę, jeśli cała nie wypłynęła.

Masło ucieramy z cukrem pudrem. Gdy zrobi się jasne, zaczynamy stopniowo dodawać nasz sypki ser. Ucieramy kilka minut (można skorzystać z miksera), do czasu, aż masa będzie jednolita. Dodajemy rodzynki, bakalie i skórkę pomarańczową. Jeśli masa jest za sucha, dodajemy śmietanę 30%. Wszystko razem mieszamy.

Miseczkę wykładamy szmatką i wkładamy do niej naszą masę, lekko dociskając. Wkładamy do lodówki na kilka godzin. Po wyznaczonym czasie wyjmujemy i obsypujemy płatkami migdałów.

Smacznego!


Pascha wielkanocna robiona na ciepło



wtorek, 22 marca 2016

Czy mam przygotowaną przynajmniej JEDNĄ potrawę na święta? Nieeeeee. Ugotowane chociażby jedno jajko? A skąąąąd. Czy jem jakieś a'la azjatyckie żarcie, które jem, przez pół dnia oglądając amerykańskie seriale? Aha! Shame on me! A później pracuję do 4 nad ranem, żeby nadrobić zaległości. Że już nie wspomnę o tym, że pojutrze idę do tv pogadać właśnie o świątecznym jedzeniu (skucha!). Praca chyba będzie musiała poczekać, a mnie zastanie noc nad mazurkiem.

Ok, ale co z tym nie-świątecznym a azjatyckim jedzeniem? Było tak: weszłam sobie jakiś czas temu do sklepu slodkokwasny.com (nie, to nie jest post sponsorowany) i postanowiłam kupić kilka rzeczy, których nie jadłam, ale mają fajne nazwy, a później wykombinować, co z nich zrobić. No i w ten sposób w moje ręce trafił m.in. bok choy, czyli chińska kapusta i makaron z fasoli mung.

Dalej wszystko potoczyło się, jak to często w mojej kuchni bywa - przez przypadek. Zaglądałam do szafek, wyciągając wszystko, co wydawało mi się do bok choy i makaronu pasować. Swoją drogą - czy ktoś może mi wytłumaczyć, jak to jest, że ciecierzycę nazywa się grochem włoskim, skoro pochodzi ona z Azji?

Ok, to tyle tytułem przydługiego wstępu. Czas na przepis. A na deser piosenka, którą ostatnio niemiłosiernie katuję.

Weganski obiad - bok choy z ciecierzyca i makaronem

Kapusta bok choy z ciecierzycą i makaronem - składniki:

- 3 główki kapusty bok choy
- około 1 szklanka suchej ciecierzycy
- żółta papryka
- papryczka chili
- sos sojowy
- cebula
- czosnek - 2 ząbki
- olej rzepakowy
- 150 gramów makaronu z fasoli mung (może być sojowy)
- pieprz

Weganski obiad - bok choy z ciecierzyca i makaronem


Kapusta bok choy z ciecierzycą i makaronem - przygotowanie:

Ciecierzycę wsypujemy do garnka, zalewamy wodą i odstawiamy na około 8 godzin. Następnie gotujemy, aż będzie miękka, ale wciąż sprężysta (nierozgotowana).

Makaron przygotowujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu (99% przypadków - zalewamy wrzątkiem na kilka minut i odcedzamy).

Bok choy myjemy. Paprykę również - wycinamy z niej gniazda nasienne i kroimy na kawałki.

Uwaga - będzie potrzebna głęboka patelnia, ewentualnie garnek.

Obieramy cebulę, kroimy ją... w sumie obojętnie jak, ja z przyzwyczajenia pokroiłam w kostkę. Następnie wraz z posiekanym czosnkiem podsmażamy na oleju przez około minutę, często mieszając.

Dodajemy pokrojoną paprykę, papryczkę chili i odcedzoną ciecierzycę. W trakcie smażenia dwukrotnie dodajemy niewielką porcję sosu sojowego i mieszamy.

Jeśli całość zaczyna nam przywierać do patelni, dodajemy trochę oleju i mieszamy.

Gdy papryka jest miękka, dodajemy kapustę bok choy i zmniejszamy ogień.

Dodajemy pieprz do smaku i wszystko razem mieszamy. Jeśli potrawa nie jest wystarczająco słona, możemy dodać jeszcze trochę sosu sojowego.

Dolewamy również 2-3 łyżki wody. Liście bok choy powinny nieznacznie "oklapnąć" - dusimy je z pozostałymi składnikami, pod przykryciem, przez 2-3 minut.

Na sam koniec dodajemy odcedzony makaron i wszystko razem mieszamy. Zwiększamy ogień i podsmażamy w ten sposób przez 1-2 minuty. Gotowe!

Smacznego!

Weganski obiad - bok choy z ciecierzyca i makaronem


Ach, jeszcze piosenka:




środa, 16 marca 2016

Zupa krem ziemniaczano-porowa  z oliwą truflową i łososiemDziś zupa z oliwą truflową... ale spoko, bez niej też może być, jak nie masz. A zamiast łososia równie dobrze można podać np. podsmażony, cienki plasterek boczku, modnie teraz nazywany chipsem z boczku. No jakby nie patrzeć - w zupie ziemniaczano-porowej najważniejsze są ziemniaki. I por. Szok, co? W sumie jakieś ostre kiełki, np. rzodkiewki też można do niej dodać i wtedy będzie to zupa całkiem wegańska (w sensie bez tego łososia i boczku). Chodzi o to, aby było coś mocnego dla przeciwwagi smaku delikatnej zupy i coś chrupiącego, dla przeciwwagi jej delikatnej, kremowej struktury. Swoją drogą, to miałam na blogu ograniczyć ilość zup kremów. Ale tego nie zrobię. Bo przemawiają do mojego wewnętrznego lenia. Zerknij tylko na składniki - chociażby tej zupy: tak naprawdę to tylko por i ziemniaki w wywarze z warzyw. Nie zmiksuj ich na krem. Gości nie uraczysz, ale i sam, jeśli zjesz, to raczej bez większej ekscytacji. Parę machnięć blenderem i voila! Jest pyszna zupa. Z tych samych składników. Magia to!

Zupa krem ziemniaczano-porowa - składniki

- 2,5 litra domowego bulionu warzywnego
- pół kilo ziemniaków pokrojonych na ćwiartki
- jeden por (cały - biała i zielona część) pokrojony na mniejsze kawałki
- zielona papryka
- oliwa truflowa
- dziki łosoś atlantycki
- sól
- biały pieprz

Zupa krem ziemniaczano-porowa  z oliwą truflową i łososiem


Zupa krem ziemniaczano-porowa  - przygotowanie:

W 1,5 litra wywaru warzywnego gotujemy ziemniaki i pora. Gdy są miękkie, miksujemy je na krem blenderem. Jeśli zupa jest zbyt gęsta, dolewamy stopniowo pozostały wywar z warzyw.

Zupę zdejmujemy z ognia i doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Następnie rozlewamy ją do talerzy i "dekorujemy" kawałkami łososia i pokrojoną papryką (możecie ją pokroić drobniej, bardziej finezyjnie, niż ja to zrobiłam). Oliwa truflowa wieńczy dzieło.

Smacznego!


Zupa krem ziemniaczano-porowa  z oliwą truflową i łososiem



poniedziałek, 15 lutego 2016

Lubicie sobie chlapnąć. Przyznajcie się. Ja nie oceniam. Serio. "Niech pierwszy rzuci kamień...". Ale to, że wśród trzech najpopularniejszych na moim blogu przepisów są aż dwie nalewki (z aronii i winogronowa) i osiągnęły kilkaset tysięcy odsłon, to jednak o czymś świadczy. Podobnie jak to, że gdy na koperkowym fanapge'u zapytałam o to, który przepis, na zupę czy nalewkę, powinnam umieścić jako pierwszy, to też niewiele osób myślało o jedzeniu.

No to proszę, macie. Dziś przepis na nalewkę z aronii, liści winogron i wiśni. Nie wiem, skąd w lutym weźmiecie aronię. Ani liście. W zasadzie mogłabym Was zaprosić do mnie, na testowanie. Od września wyprodukowałam tyle różnych nalewek... więcej, niż zdrowie i rozum pozwoliłyby mi wypić. Mogłabym Was zaprosić... ale od dziecka słyszałam, żeby nie wpuszczać nieznajomych do domu.

Nalewka z aronii, liści winogron i wiśni


Nalewka z aronii, liści winogron i wiśni - składniki:

- 2 kilogramy aronii (przebranej - używamy tylko ładnych, zdrowych owoców)
- 1,5 litra wody
- 500 g. miodu
- 1 l. spirytusu
- 200 umytych liści wiśni
- 40 umytych liści winogron
- sok z cytryny

Nalewka z aronii, liści winogron i wiśni - przygotowanie:

Owoce aronii i liście wrzucamy do emaliowanego garnka. Zalewamy wodą i gotujemy na niewielkim ogniu przez 60 minut.

Następnie całość odcedzamy na drobnym sitku, dociskając delikatnie owoce, aby puściły trochę sok. Owoce aronii i liście wyrzucamy, a płyn przecedzamy jeszcze raz. Gdy jeszcze jest ciepły dodajemy miód, sok z cytryny i mieszkamy wszystko do całkowitego rozpuszczenia. 

Do ostudzonego syropu dodajemy spirytus i mieszamy. Nalewkę z aronii rozlewamy do butelek i odstawiamy w ciemne i chłodne miejsce na trzy miesiące.


Nalewka z aronii, liści winogron i wiśni

poniedziałek, 8 lutego 2016

Wietnamska zupa pho z bok choy i pulpecikami z kurczaka

Tak - ta zupa jest wietnamska. I ma w sobie kapustę o dziwnie brzmiącej nazwie - bok choy (pak choy), Kapustę chińską, ośmielę się dodać. Nie - nie jestem Kają Paschalską domowego gotowania, której Chinka, Chinka Czikulinka jest z Wietnamu. Znam różnice między jednym a drugim krajem (prawdopodobnie wszystkie dwie). Nawet, jeśli Wysoki Sądzie, na moją niekorzyść świadczy to, że nie mam pojęcia, w jakim języku została napisana i wydana gazeta umieszczona pod talerzem, to wiem, że wietnamski to nie jest. Ale jak wpadła mi w ręce to powiedziałam sobie, że nie wypuszczę, dopóki nie wypstrykam na nią całej kliszy. Spuśćmy zatem zasłonę miłosierdzia na stylistyczną niespójność fotki i na Boga - zacznijmy jeść.

Zupa jest naprawdę smaczna, rozgrzewa nie gorzej, niż podlaski duch puszczy (if You know, what I mean). Do tego pulpety z kurczaka a w nich chilli, limonka i kolendra. Zjedz ją. Przecież wiesz, że chcesz.


Wietnamska zupa pho z bok choy i pulpecikami z kurczaka

Wietnamska zupa pho z bok choy - składniki:

- 2 litry bulionu drobiowego
- 2 cm. korzenia imbiru (obranego i pokrojonego dość drobno)
- 2 ząbki czosnku
- 6 liście kafiru (mogą być suszone)
- kilka ziarenek pieprzu syczuańskiego
- papryczka chilli (ilość zależna od tego, jak pikantne potrawy lubimy)
- pół kilo piersi z kurczaka
- średniej wielkości cebula
- 4 łyżki sosu rybnego
- skórka otarta z jednej limonki
- 2-3 łyżki posiekanej, świeżej kolendry
- makaron soba
- olej kokosowy
- pieprz
Wietnamska zupa pho z bok choy i pulpecikami z kurczaka



Wietnamska zupa pho z bok choy - przygotowanie:

Zaczynamy od pulpecików. Opłukaną pierś kurczaka kroimy na mniejsze kawałki. Mielimy za pomocą maszynki do mielenia mięsa, wraz z obraną i przekrojoną na kilka części cebulą oraz papryczką chilli (u mnie kilka plasterków bez pestek). Do takiej masy dodajemy kolendrę, skórkę z limonki, szczyptę pieprzu oraz dwie łyżki sosu rybnego.

Kształtujemy pulpeciki. Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy i smażymy na nich pulpety z obu stron, aż będą złoto-brązowe. Gdy są równomiernie obsmażone, zdejmujemy je z patelni i kładziemy na papierowym ręczniku, aby odsączyć z nadmiaru tłuszczu.


Zupa.
Do bulionu z kurczaka dodajemy posiekany imbir, czosnek, pieprz syczuański, liście kafiru i posiekaną papryczkę chilli.Gotujemy na małym ogniu przez 25 minut.

W tym czasie gotujemy makaron soba.

Po 25 minutach odcedzamy rosół z liści i innych przypraw. Wlewamy go z powrotem do garnka i dodajemy 2 łyżki sosu rybnego. Mieszamy i dodajemy sól i pieprz do smaku.

Następnie wrzucamy liście bok choy i gotujemy 2 minuty. Następnie wrzucamy do zupy usmażone pulpety i gotujemy wszystko razem jeszcze około 5-7 minut, co jakiś czas mieszając.

Do misek wkładamy porcje makaronu soba, a następnie zupę wraz z pulpecikami.

Możemy podawać z kiełkami fasoli, posiekaną chilli, kolendrą, limonką.


Smacznego!


Wietnamska zupa pho z bok choy i pulpecikami z kurczaka


niedziela, 13 września 2015

Ani razu w tym roku nie narzekałam, że jest zbyt ciepło, że za gorąco, że słońce za bardzo grzeje. Serio. Ani razu. Więc jeśli teraz marudzę, że jest szaro, buro i ponuro, do tego zimno, to chyba nie dołączę tym samym do grona osób, które ciągle narzekają i trudno jest im dogodzić? No ja naprawdę wymagająca nie jestem, wystarczy mi słońce i minimum +25 stopni Celsjusza. W cieniu. Przez osiem miesięcy w roku. Przez cztery może być złota, polska jesień. Takim nagłym, bo prawie z dnia na dzień, załamaniem pogody, jestem zaskoczona, jak drogowcy zimą. Po raz pierwszy od kilku miesięcy wyciągnęłam z szafy koc. Mimo wszystko są dwa plusy wrześniowego chłodu. Pierwszy - biega mi się lepiej, niż w trakcie upału. Tak, wróciłam do biegania i wygląda na to, że tym razem nie porzucę go. A za tydzień z Olą (koniecznie ją odwiedźcie -> Sweetshoop.pl) biegniemy nawet w zawodach. Dla mnie to pierwsze zawody w życiu. Byłoby miło, gdyby udało mi się nie być ostatnią. Drugi plus jesieni? Chciałam napisać "pyszne jedzenie", ale to by było nie tyle dramatyczne, co nieprawdziwe. W końcu to nie tak, że latem czy wiosną nie jem smacznych rzeczy. Plus, plus, plus... grzane piwo. Kocham!!

Wróćmy natomiast do pysznych dań. Generalnie nie jestem fanką kurczaka. Zawsze mam wrażenie, że przy nim jestem bardziej ubrudzona, niż najedzona. Smaczne to, ale wymaga zbyt dużo zachodu w trakcie jedzenia. Wyjątkiem jest pierś z kurczaka. I jej  nie jem za często, ale jeśli już, to w sosie pomidorowym i kaparami smakuje mi najbardziej. Do tego przełamujące smak kaparów - słodkie ziemniaki, czyli bataty. Jak to się mówi? Omomomomom??

Pierś kurczaka w sosie pomidorowym z kaparami i frytki z batatow


Pierś kurczaka w sosie pomidorowym z kaparami - składniki:

- dwie piersi z kurczaka
- sól i świeżo mielony, biały pieprz
- 2 łyżki oleju rzepakowego
- 2 łyżki masła
- 4 drobno posiekane szalotki
- 2 drobno posiekane ząbki czosnku
- 5 średniej wielkości pomidorów (lub dwie puszki pomidorów - poza sezonem)
- 4 łyżki octu z czerwonego wina
- pół szklanki kaparów (użyłam marynowanych ze słoika)
- szklanka białego, wytrawnego wina
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego
- pół pęczka posiekanej natki pietruszki
- łyżeczka świeżego, posiekanego estragonu lub 2 łyżeczki suszonego

Pierś kurczaka w sosie pomidorowym z kaparami - przygotowanie:

Oczyszczamy pierś z kurczaka, przecinamy łączącą jej dwie części błonę (powstają cztery porcje) i delikatnie oprószamy solą i pieprzem.

Olej i masło podgrzewamy w wysokiej, dużej patelni lub w garnku z grubszym dnem. Na rozgrzany tłuszcz przekładamy pierś z kurczaka i podsmażamy z obu stron około 5 minut, aż będzie delikatnie brązowa.

Dodajemy szalotkę i czosnek i smażymy delikatnie mieszając około 1-2 minuty.

Następnie dodajemy estragon, pokrojone w drobną kostkę pomidory, ocet, kapary, wino, koncentrat pomidorowy.

Całość mieszamy i gotujemy doprowadzając do wrzenia. Następnie zmniejszamy ogień, garnek (lub patelnię) przykrywamy i całość dusimy około 12 minut.

Przed podaniem posypujemy posiekaną natką pietruszki.

Pierś kurczaka w sosie pomidorowym z kaparami i frytki z batatow

Frytki z batatów - składniki:

- 3 średniej wielkości słodkie ziemniaki (bataty)
- 3-4 łyżki oleju rzepakowego
- sól i świeżo mielony pieprz

Frytki z batatów - przygotowanie:

Bataty obieramy i kroimy na frytki. Wrzucamy je do miski i obtaczamy w oleju. Całość doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Frytki przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni Celsjusza i pieczemy przez 20-25 minut, w zależności od tego, jak bardzo chrupiące chcemy uzyskać.

Podajemy na ciepło z piersią z kurczaka.

Smacznego!!

Pierś kurczaka w sosie pomidorowym z kaparami i frytki z batatow



niedziela, 6 września 2015

"Czekolada nie pyta. Czekolada rozumie." Gdy Ci smutno, źle, jesteś zawiedziony(a), czujesz żal lub przeciwnie, gdy chcesz uczcić radosną okazję. Czekolada jest zawsze przy Tobie. Gdy lato kończy się zbyt wcześnie i gdy cieszysz się na kolejne, spadające z drzew, złote liście. Czekolada jest zawsze obok. A dziś mam dla Was czekoladowy bonus. Ciasto, które naprawdę trudno jest zepsuć. Nawet, jeśli nie będziecie się stosowali idealnie, do podanych proporcji. Dodałam do niego wiśnie, z których robiłam nalewkę, czyli takie, które 3 tygodnie moczyły się w bimbrze. Równie dobrze ciasto możecie upiec z innymi owocami lub nawet bez nich. Czekolada robi robotę i już.

"Najłatwiejsze ciasto w świecie, tak, tak, tak,
Nic, a nic się go nie gniecie, tak, tak, tak,
Ty potrafisz także upiec, tak, tak, tak,
Nawet, gdy nie jesteś zuchem, tak, tak, tak."

ciasto czekoladowe z wiśniami


Ciasto czekoladowe z wiśniami - składniki:

- 2 tabliczki gorzkiej czekolady
- szklanka wody
- 115 g. masła
- 1,5 szkl. cukru


- 2 szklanki mąki pszennej
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- płaska łyżeczka soli


- szklanka mleka
- łyżeczka octu jabłkowego

- 2 jajka
- wydrylowane wiśnie (mogą być jak u mnie - z alkoholu)

polewa
- 2 tabliczki gorzkiej czekolady
- szklanka śmietany 18% (w temperaturze pokojowej!!)

+ masło do wysmarowania formy

Ciasto czekoladowe z wiśniami - przygotowanie:

Czekoladę łamiemy na kawałki. Wrzucamy do miski, dodajemy wodę, masło i cukier. Wszystko rozpuszczamy gotując w kąpieli wodnej. Gdy całość jest roztopiona i tworzy gładką masę, odstawiamy na bok.

W drugiej misce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia i sól.

W kubeczku mieszamy mleko z octem jabłkowym. 

Włączamy piekarnik i rozgrzewamy do190 stopni Celsjusza. Formę do pieczenia (używałam standardowej keksówki) smarujemy masłem.

Gdy roztopiona, czekoladowa masa jest lekko przestudzona, dodajemy do niej mleko i jajka.

Partiami dosypujemy zawartość miski z suchymi składnikami (mąką, etc.) oraz wiśnie, delikatnie mieszając. Gdy ciasto jest gładkie dodajemy esencję waniliową i jeszcze raz mieszamy. 

Tak przygotowane ciasto przekładamy do formy do pieczenia i wstawiamy ją do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy około 70 minut, do tzw. "suchego patyczka".

Gdy ciasto jest upieczone wyjmujemy je z piekarnika i odstawiamy do wystygnięcia.

Przygotowujemy polewę. W kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę. Gdy jest gładka odstawiamy na bok do ostygnięcia. Następnie dodajemy do niej partiami śmietanę. Cały czas mieszamy, do momentu, aż polewa będzie jednolita.

Gotową polewą czekoladową dokładnie smarujemy ciasto, a następnie wkładamy je do lodówki na godzinę. 

Smacznego!!

Ciasto czekoladowe z wiśniami

niedziela, 23 sierpnia 2015

Chciałabym, oj chciała... nie, nie młotkowych. Chciałabym móc powiedzieć: "o tak, na śniadanie najchętniej to ja jadam mus z kalafiora lub grejpfruty". Powiedzieć to i nie skłamać. a przynajmniej nie roześmiać się. Bo wydusić z siebie coś takiego to ja mogę, ale co z tego, jak taka ze mnie baba ze Wschodu, która najchętniej wciągałaby codziennie jajecznicę z 6 jajek, na boczku i kiełbasie. Na szczęście mam w sobie jeszcze jakiekolwiek, minimalne, ale zawsze - pokłady zdrowego rozsądku. I ta jajecznica to raczej rzadziej, niż częściej. Szukając pomysłów na zdrowe śniadania trafiłam na pudding z nasion chia. Smakuje trochę jak budyń, tylko, że z grudkami. Trochę świeżych owoców, trochę domowej granoli i taddaaaaa. A do tego takie śniadanie jest bardzo sycące. Nic, tylko jeść. I mieć dobry dzień.

Pudding chia z malinami i domową granolą


Pudding chia z malinami i domową granolą - składniki:

- garść świeżych malin
- 1/4 szklanki nasion chia
- pół szklanki mleka ryżowego
- domowa granola

Pudding chia z malinami i domową granolą - przygotowanie:

Nasiona chia wsypujemy do miseczki. Zalewamy mlekiem i odstawiamy na kilka godzin i mieszamy (przygotowując śniadanie nasiona zalewam wieczorem).

Do szklanki/kubka/miseczki wrzucamy kilka malin, nakładamy porcję puddingu, następnie porcję granoli i znowu porcję puddingu. Całość dekorujemy malinami.

Smacznego!!

pudding chia z malinami i domową granolą