Zielony koperek. Przepisy kulinarne ze zdjęciami, smaczne obiady i ciasta

Sałatka na imprezy

z rukolą, granatem i serem pleśniowym

Tanie gotowanie,

czyli kuchnia bardzo ekonomiczna

Domowe lody

smaczne i proste

Potrawy na przyjęcia

zupy, przystawki i dania główne

niedziela, 18 września 2016

Pad thai - tajski makaron słodko-kwaśnyDobre to! Dobreeee! Lubię, mimo, że w tajskiej kuchni wybieram zazwyczaj potrawy ostre. A pad thai ostry nie jest. No może gdzieś z tyłu, delikatnie. Ale najważniejsze smaki to słodki, kwaśny i słony. W końcu to makaron słodko-kwaśny, sprzedawany na azjatyckich ulicach. Ot, tajski fast food w bardzo smacznym wydaniu. Przepisów na pad thai znajdziecie setki. Niektóre z kurczakiem, choć ja za tą wersją nie przepadam i nigdy jej nie robię. Mój ulubiony pad thai to właśnie ten z krewetkami. Spoko jest też wersja wegańska z tofu czy połączenie obydwu – pad thai z krewetkami i tofu.

Jeszcze chwila o samych krewetkach – najlepiej jest używać surowych krewetek tygrysich (szarych, mrożonych), które rozmrażamy, obieramy z skorupek (ogon zostawiamy) oczyszczamy. Sęk w tym, że nie wszyscy potrafią i/lub lubią to robić. Co wtedy? Najlepiej się nie spinać. Pad thai z „różowymi” krewetkami (tymi, które były ugotowane i zamrożone) też daje radę. Poza tym są tańsze. A to czasami argument nie do zbicia.

Pad thai - tajski makaron słodko-kwaśny

Pad thai - składniki:


Makaron:

- ok. 160 gramów szerokiego makaronu ryżowego
- 6 krewetek tygrysich (rozmrożonych, obranych i oczyszczonych)
- 3 szalotki pocięte w piórka
- 2 posiekane ząbki czosnku
- 3-4 łyżki oleju arachidowego
- szklanka kiełków fasoli mung
- jajko
- garść liści kolendry
- limonka
- szczypiorek
- pół garści orzechów nerkowca


Sos:
- 4 łyżki koncentratu tamaryndowego lub dwie łyżki pasty z tamaryndowca
- 4 łyżki sosu rybnego
- krążek cukru palmowego (jeśli nie macie, to 3 łyżki brązowego cukru)
- szczypta płatków chili

Pad-thai - tajski makaron słodko-kwaśny

Pad thai - przygotowanie:

Zaczynamy od sosu: w garnuszku gotujemy sos rybny, pastę/koncentrat tamaryndowy i cukier. Gotujemy często mieszając, do momentu, aż cukier się całkowicie rozpuści. Dodajemy szczyptę płatków chili, dokładnie mieszamy i odstawiamy.

Makaron ryżowy przygotowujemy wg. opisu na opakowaniu – gotujemy 3-5 minut, aż będzie al dente, a nawet troszkę twardszy. Odcedzamy i przelewamy zimną wodą.

Jak wspominałam wyżej – krewetki rozmrażamy (jeśli surowe, to obieramy i czyścimy).

Szalotki obieramy i kroimy w piórka.

Czosnek obieramy i rozgniatamy.

Szczypiorek i kolendrę siekamy.

Orzechy siekamy i prażymy na suchej patelni.

W woku (lub patelni z grubym dnem) rozgrzewamy olej. Gdy jest gorący wrzucamy czosnek i szalotkę. Po około minucie dodajemy krewetki i smażymy je z każdej strony około minutę. W tzw. „międzyczasie” wbijamy surowe jajko i cały czas mieszamy, aż się zetnie.

W kolejnym kroku dodajemy ugotowany makaron, łyżkę wody oraz sos, który wcześniej przygotowaliśmy. Smażymy wszystko około półtorej minuty, dokładnie mieszając.

Następnie dodajemy kiełki fasoli mung, wyłączamy gaz i jeszcze raz wszystko mieszamy.

Ciepły pad thai wykładamy na talerze, posypujemy orzechami, kolendrą i szczypiorkiem. Podajemy z cząstkami limonki.

Smacznego!

Pad-thai - tajski makaron słodko-kwaśny

czwartek, 25 sierpnia 2016

Tytuł tego wpisu wymaga pewnego uściślenia. Oprócz wielu ciekawych miejsc, które w Budapeszcie naprawdę warto zobaczyć, jest też kilka "meehh", czyli średnio atrakcyjnych lub takie, które mimo poleceń wielu osób, pozytywnych opinii, "ochów" i "achów", moim zdaniem serio, serio można sobie odpuścić.

Wyjazd na Węgry nie był na liście moich tegorocznych, przyszłorocznych, ani innych, jeszcze dalszych podróży. Znalazłam jednak stosunkowo tanie bilety lotnicze i stwierdziłam: "czemu nie!". Lecę! Kilka dni spędziłam w węgierskich górach Mátra i Bukowych. A na deser Budapeszt. Piękny. Prze-pięk-ny! Zdetronizował nawet najpiękniejszą dla mnie, jak dotąd, Pragę. W Budapeszcie panuje coś, co trudno znaleźć w wielu miastach - ład architektoniczny. Nie trzeba szukać daleko - spójrzmy na polskie miasta. Wg jednej z zasad, żadne budynki nie mogą w Budapeszcie górować nad tymi historycznymi. Stąd nie zasłaniają ich nowoczesne drapacze chmur, nie sąsiadują z nimi architektoniczne maszkary.


Noclegi w Budapeszcie

Ze względu na to, że nocleg rezerwowałam praktycznie w ostatniej chwili, do tego w Budapeszcie odbywał się właśnie Sziget Festival, nie miałam zbyt dużego wyboru. Trafiłam do City Hostel Buda. Z wyglądu akademik, z hostelem niewiele ma wspólnego. Średnio czysto, wifi wyłącznie w lobby (co może się wydawać głupim problemem pierwszego świata, pod warunkiem, że się nie pracuje tak, jak ja, czyli przez internet), dość daleko od metra. kuchnia raczej prowizoryczna. Jeden plus - blisko do Wzgórza Gellerta, od którego pierwszego dnia zaczęłam swój spacer po Budapeszcie. Cena - ok. 65 zł. za dobę. Duuużo lepiej wypada polecany mi przez koleżankę White Rabbit Hostel. Taniej, przyjemniej, lepsze wyposażenie, dogodna komunikacja z miastem.

W hostelu, w którym mieszkałam, wywieszono mapę najfajniejszych barów i pubów

Budapeszt - waluta i ceny

Obowiązującą na Węgrzech walutą jest forint. W niektórych miejscach, nawet poza samą stolicą, pytano mnie jednak również o to, czy wolę płacić w euro, czy forintem właśnie. 

1 zł. = ok. 74 forinty (HUF), czyli np. 15 zł. to ok 1110 forintów.

Trudno się w takiej kasie połapać. Wymienia człowiek pieniądze i nosi tysiące forintów, te banknoty, te miliony monet i nawet nie wie, jak bogaty, czy jak biedny jest. Nieświadomość, która była bardzo cenna, kiedy zgubiłam 20 000 forintów.

Ceny w Budapeszcie i ogólnie na Węgrzech raczej nie odbiegają od tych polskich, oczywiście uśrednionych. Mam tu na myśli zarówno ceny zakupów spożywczych, w restauracjach/barach/pubach czy noclegów. A jak wyglądają ceny biletów komunikacji miejskiej?

Komunikacja miejska w Budapeszcie

Budapeszt ma świetną sieć komunikacji miejskiej. Autobusy, metro, tramwaje, trolejbusy (w VI i VII dzielnicy) dowiozą nas w dogodne miejsce. Nie warto z nich jednak korzystać nie mając biletów, bo kontrole spotyka się bardzo często. Ceny biletów są obecnie następujące:
  • Bilet jednorazowy - 350 HUF (uprawnia do korzystania przez 80 minut, 120 w liniach nocnych niezależnie od ilości przesiadek z tramwajów, dziennych autobusów, trolejbusów i metra)
  • Bilet jednorazowy kupowany w pojeździe - 450 HUF (uprawnia do korzystania przez 60 minut, niezależnie od ilości przesiadek z tramwajów, dziennych autobusów, trolejbusów i metra)
  • Bloczek 10 biletów jednorazowych - 3000 HUF (każdy bilet daje takie uprawnienia jak normalny bilet jednorazowy)
  • Bilet do metra na odcinek 3 przystanków - 300 HUF (bez przesiadek)
  • Bilet całodobowy - 1650 HUF

Ciekawe miejsca w Budapeszcie

Oto moja subiektywna lista najciekawszych miejsc w Budapeszcie. Pamiętajcie, że mówimy tutaj o miejscach na dość krótki, intensywny wypad, raczej dla osób, które do stolicy Węgier wybierają się po raz pierwszy. Kolejność jest prawie nieprzypadkowa. 

1. Dzielnica żydowska
Przepiękna zabudowa, fantastyczny klimat, dużo miejsc ze świetnym jedzeniem. Czasem bure kamienice, czasem piękne, kolorowe murale. W miejscach dawnych żydowskich sklepów - bary i puby. Snucie się po tych zakamarkach, wąskich uliczkach daje ogromną satysfakcję. VII dzielnica bardzo odróżnia się od reszty miasta i na każdym kroku zaskakuje.


Ciekawe miejsca w Budapeszcie - żydowska dzielnica

Ciekawe miejsca w Budapeszcie - żydowska dzielnica

Ciekawe miejsca w Budapeszcie - żydowska dzielnica

Ciekawe miejsca w Budapeszcie - żydowska dzielnica

Ciekawe miejsca w Budapeszcie - żydowska dzielnica

Ciekawe miejsca w Budapeszcie - żydowska dzielnica












  

Mały fragment Wielkiej Synagogi

2. Ruin puby
Pisząc o żydowskiej dzielnicy nie można nie wspomnieć o charakterystycznych dla niej ruin pubach. O tych wyjątkowych miejscach, mieszczących się w zrujnowanych kamienicach, napisałam osobny tekst tutaj. Podobno w całym mieście jest och około 20-tu. Warto zobaczyć chociaż kilka z nich. Serio, nie chodzi tu tylko o alkohol - ten można wypić gdziekolwiek indziej. Ruin puby mają niesamowitą atmosferę, a część z nich pełni nawet lokalne centra kultury, w których odbywają się np. koncerty, wystawy itp.

Co zobaczyć w Budapeszcie - ruin pubs



3. Gmach parlamentu

Najbardziej popularny budynek w Budapeszcie to właśnie parlament. Jego zdjęć w internecie jest tak dużo, jak "niebanalnych" fotek chmur i skrzydeł robionych w samolotach. Ale on naprawdę imponuje. Im bliżej się niego podchodzi, tym bardziej zachwyca. Rozciąga się nad samym Dunajem na długości 269-ciu metrów, zajmując powierzchnię 17 tysięcy metrów kwadratowych. Wrażenie robi już z daleka. Im bliżej się go jest, tym wrażenie większe. Przy jego budowie wykorzystano 500 tysięcy kamieni szlachetnych, 40 kilogramów złota i 40 milionów cegieł.





4. Baszta Rybacka

Pierwszym moim skojarzeniem, gdy zobaczyłam basztę, był dom dla lalek. Baszta znajduje się niedaleko zamku budańskiego. Zbudowano ją w miejscu dawnych zamkowych murów miasta. Nazwa związana jest z broniącym ich w średniowieczu, cechem rybaków. Z tarasu baszty warto obejrzeć zachód słońca, oświetlającego Dunaj i budynek parlamentu, na przeciwległym brzegu rzeki. Pierwsze zdjęcie rozpoczynające ten wpis, zostało zrobione właśnie z tarasu Baszty Rybackiej.







5. Kościół św. Macieja i budańska starówka

Strzeliste wieżyczki, kolorowa dachówka w kształcie rombów - od razu zwróciły moją uwagę. Kościół św. Macieja to jeden z najważniejszych kościołów nie tylko w Budapeszcie, ale i w całych Węgrzech. Można wejść do jego środka, aby zobaczyć XIX-wieczne freski, skręcić w kierunku Baszty Rybackiej lub pospacerować dalej budańską starówką. A najlepiej zrobić wszystko po kolei.






Równie pięknie i okazale prezentuje się po zmroku.


Tak, jak wspomniałam, warto jest się też poszwędać po wzgórzu w "okolicy" kościoła św. Macieja, zaglądając w zakamarki starych uliczek.






Spacerując w tej okolicy można się natknąć na kościół św. Magdaleny... wróć! Na pozostałości po kościele św. Magdaleny - gotycką wieżę i ostrołukowe okno. Tylko tyle zostało bo zniszczonej w trakcie II wojny światowej, XIII-wiecznej świątyni.





6. Buty na Dunajskiej Promenadzie

Przed wyjazdem do Budapesztu nie sądziłam, że ten swoisty pomnik, jakim są buty na brzegu Dunaju (nieopodal budynku parlamentu), zrobi na mnie aż takie wrażenie. Widziałam go na zdjęciach, które po raz kolejny nie oddają, bo jakże by mogły, tego, co czuje się będąc na miejscu (pod warunkiem, że jest się w miarę wrażliwym i empatycznym człowiekiem). Dopiero na miejscu, stojąc nad brzegiem  potężnej i rwącej rzeki, przeszły mnie ciarki. Na przełomie lat 1944-45 stałokrzyżowcy rozstrzelali tam wiele osób, których ciała wpadały wprost do Dunaju.

Buty na Dunajskiej Promenadzie

Buty na Dunajskiej Promenadzie

Buty na Dunajskiej Promenadzie

Buty na Dunajskiej Promenadzie


Buty na Dunajskiej Promenadzie


7. Wzgórze Zamkowe i Zamek Buda - Pałac Królewski

Ze wszystkim panoram Budapesztu, ta roztaczająca się ze Wzgórza Zamkowego była dla mnie najpiękniejsza i chyba najszersza - zresztą pole widzenia, wędrując wzgórzem, sami sobie wybieramy. Poza tym to na tym wzgórzu, oprócz majestatycznych murów budapesztańskiej twierdzy-zamku natrafiamy na opisane już wyżej stare uliczki Budy, zamek świętego Macieja i inne skarby.

Wzgórze Zamkowe i Zamek Buda - Pałac Królewski
Buda Palace - Zamek Królewski z daleka

Wzgórze Zamkowe i Zamek Buda - Pałac Królewski

Wzgórze Zamkowe i Zamek Buda - Pałac Królewski
Zamkowa wieżyczka
Wzgórze Zamkowe i Zamek Buda - Pałac Królewski
Zielone wzgórze w prawym górnym rogu zdjęcia, to Wzgórze Gellerta


 8. Most Wolności

To pierwszy w życiu most, przy którym wzdychałam peany na cześć jego urody. Ok, dawno temu był mosty w Stańczykach, ale tam chodziło bardziej o ich wielkość. Mało brakowało, a przegapiłabym Most Wolności. Wysiadając z metra, w drodze do hali targowej obejrzałam się za siebie, ot tak, bez powodu i zobaczyłam zielony most. Dlaczego Most Wolności? Ponieważ był on pierwszym w Budapeszcie, odbudowanym po zniszczeniu, mostem.

Podobno co jakiś czas ktoś postanawia wspiąć się, do wieńczących górę mostu, ozdobnych turuli (taki mityczny ptak), co oczywiście w konsekwencji prowadzi do konieczności zablokowania drogi

    




9. Linia tramwajowa nr 2 w Budapeszcie

W 2012 roku czytelnicy National Geographic wybrali ją jako najpiękniejszą linię tramwajową w Europie, wyprzedzając m.in. lizbońską, amsterdamską czy berlińską. I faktycznie, jest piękna. Trasa linii nr 2 prowadzi od placu Jászai Mari, biegnie nad samym Dunajem, omija go tylko przez relatywnie niewielki fragment, gdy tramwaj skręca, aby objechać parlament, prowadzi przez Most Łańcuchowy. Zza szyby tramwaju można również podziwiać Wzgórze Zamkowe, stare kamienice, Most Wolności, nowy Teatr Narodowy.

Oprócz niewątpliwej urokliwości, walorów estetycznych, przejażdżka tramwajem linii nr 2 w Budapeszcie ma jeszcze jedną, dużą zaletę - pozwala na niemałą oszczędność, jest świetną alternatywą dla dość drogich wycieczek objazdowych w autobusach typu Hop on, Hop off.

Linia tramwajowa nr 2 w Budapeszcie

Linia tramwajowa nr 2 w Budapeszcie


10. Wzgórze Gellerta

Góra Gellerta wyróżnia się na tle innych budapesztańskich wzgórz. To za sprawą stojącego na niej Pomnika Wolności, któremu nadano formę 14-metrowej kobiety trzymającą palmowy liść i do tego postawiono ją na 26-metrowym postumencie.
Na wzgórzu znajdziemy również skalną kaplicę oraz cytadelę. Jednak przede wszystkim Wzgórze Gellerta to fajny punkt widokowy.

Wzgórze Gellerta
Nawet udało mi się załapać na jednym zdjęciu!

Wzgórze Gellerta

Pomnik Wolności Wzgórze Gellerta
Pomnik Wolności

11. Metro - linia M1

Było już o linii tramwajowej, a budapesztańka linia metra - M1, również zasługuje na uwagę! Jest najstarszą linią metra w kontynentalnej części Europy i drugą najstarszą na świecie! Otwarto ją w 1896 roku. Nie bez powodu została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.







12. Dom Terroru

Nie ma co - atmosferę tworzy się w tym miejscu już po postawieniu nogi za jego progiem. W oczekiwaniu do kasy biletowej towarzyszy przerażająca i przytłaczająca muzyka. Największe wrażenie robi ostatni etap zwiedzania muzeum - zjazd do podziemi. Tu wszystko jest zrozumiałe nawet bez tłumaczenia na rodzimy język. Śmierć jest uniwersalna. 
Inaczej jest na wyższych piętrach, Domu Terroru - skądinąd bardzo nowoczesnego i multimedialnego. Niemniej, mimo, iż istnieje tańsza opcja biletu wstępu - bez audio tłumaczenia, warto jednak z tłumacza skorzystać. Inaczej nie skorzystamy w pełni z tego, co w twórcy Muzeum chcieliby nam przekazać.

Dom Terroru Budapeszt


13. Ogród Filozofów

Wchodząc (lub schodząc) ze Wzgórza Gellerta możemy natrafić na bardzo przyjemne miejsce. Nie jest ono często opisywane w przewodnikach, nie pojawia się listach "najpopularniejszych" miejscówek w Budapeszcie, które "koniecznie" trzeba zobaczyć, a moim zdaniem warto. Ten "ogród" to tak naprawdę fontanna (nieczynna, kiedy ja byłam) z pomnikami mędrców, proroków i filozofów, ale jest tam cicho, spokojnie, zielono. Do tego można uchwycić fajny widok na miasto.

Ogród Filozofów - Budapeszt







"Mehhh" - miejsca, które można zobaczyć, ale nic nie urywają


1. Hala targowa
Miałam duże oczekiwania co do tego miejsca. Liczyłam chyba na większe zróżnicowanie, a to miejsce faktycznie, może robić wrażenie wielkością (choć też nie jest ona nadzwyczajna), a poza tym... Ot. hala targowa z dużą ilością papryki w różnych postaciach, mięsa i magnesów na lodówkę, w zdecydowanie zbyt wysokich cenach.










2. Wyspa św. Małgorzaty
No gdyby w Budapeszcie spędzać przynajmniej tydzień, to wtedy taka wyspa - względy spokój, zieleń, dobre miejsce na piknik i chwilę odpoczynku od wielkomiejskiego zgiełku, byłaby może dobrym punktem na mapie. Jednak ja na zobaczenie Budapesztu miałam niewiele czasu i mam wrażenie, że wypad na wyspę św. Małgorzaty był jego stratą. Fajny park, ogród różany, kilka ciekawych punktów po drodze, ale nic w tym wszystkim niezwykłego... Z jednym małym wyjątkiem, jakim jest Muzyczna Fontanna, która mieści się na południowej stronie wyspy, przy zejściu z Mostu Małgorzaty. Ogromnie mi się podobało, kiedy strumienie wody "tańczyły" w rytm muzyki poważnej.



Budapeszt - nie warto...

New York Palace
Powinnam była słuchać swojej intuicji, ale nie - wiedziona pozytywnymi opiniami, wieloma poleceniami, poszłam... jak baranek na rzeź. Dla mnie niezrozumiały przepych (cała epoka baroku w jednym miejscu), pomieszczenia ociekające złotem... O gustach się nie dyskutuje - jedni określają te miejsce najładniejszą kawiarnią na świecie. Ale dla mnie... no jak zachwyca, kiedy nie zachwyca? Szybko wypiłam kawę, połknęłam całkiem smaczne ciastko czekoladowe i uciekłam z tego miejsca... z wylewającym mi się z plecaka kefirem. Oczywiście, że jeśli ma mi na plecach wybuchnąć bomba kefirowa, to stanie się to w tak ekskluzywnym miejscu!!!








36 godzin to zdecydowanie zbyt mało, aby nacieszyć się Budapesztem. A może by tak pojechać i zobaczyć, jak prezentuje się zimą...?