Zielony koperek. Przepisy kulinarne ze zdjęciami, smaczne obiady i ciasta

Sałatka na imprezy

z rukolą, granatem i serem pleśniowym

Tanie gotowanie,

czyli kuchnia bardzo ekonomiczna

Domowe lody

smaczne i proste

Potrawy na przyjęcia

zupy, przystawki i dania główne

niedziela, 27 listopada 2016

Z jedzeniem jest podobnie jak z ubieraniem się. Ciuchy można zakładać na siebie z wyłącznie zdroworozsądkowych i praktycznych względów: po to, aby zakryć się przed wzrokiem innych osób i (lub) nie zmarznąć. Ale można również po to, aby czuć się dobrze, fajnie wyglądać, poprawić sobie humor. Podobnie z jedzeniem - można jeść instynktownie, tylko po to, aby zaspokoić głód. Ale również po to, żeby się fajnie czuć, czasem poprawić sobie humor. I kiedy właśnie chcę zjeść po to,aby sprawić sobie przyjemność smakiem, jadę do Tatarskiej Jurty w Kruszynianach. Tam o kuchni tatarskiej wiedzą wszystko i nie zawahają się tego ugotować.



Będąc w okolicach Supraśla, Krynek czy nawet w samym Białymstoku, z którego do Kruszynian jest około 60 km., szkoda jest nie skorzystać z okazji, aby odwiedzić Tatarską Jurtę. Miejsce, które powoli staje się kultowe. Nie wiem czy jest ktoś, kto w chwili obecnej mógłby sobie wyobrazić bez niego kulinarną mapę województwa podlaskiego. Można tam się porządnie najeść. Najeść bardzo smacznie. Dziś opowiem Wam o kilku potrawach z tatarskiego menu, których spróbowałam w trakcie ostatniej wizyty.



Kapuśniak na jagnięcinie

Może mógłby być delikatnie bardziej kwaśny, ale i tak jest to moja druga ulubiona tego typu zupa ever, obok kwaśnicy, którą jem tylko w jednym miejscu w Zakopanem.


Zupa grzybowa

To akurat był najsłabszy punkt programu. Nie była niesmaczna, ale zbyt mało esencjonalna, tak naprawdę trudno było wyczuć w niej smak samych grzybów. Ale to mógł być tylko jednorazowy wypadek przy pracy. Przejdźmy więc dalej. Bo dalej było tylko lepiej. Och, jak lepiej...


Babka ziemniaczana

Z mięsem wołowym, przyrządzana wg tatarskiej receptury. Wydawało mi się, że o babkach ziemniaczanych, jako ich największa fanka, wiem wszystko. I miałam rację - wydawało mi się. Jak oni ją robią?!!!! Nie wiem. Ale matko bosko częstochosko! Żeby takie siermiężne, chłopskie danie z ziemniaków miało tyle finezji? Tam musi być jakiś sekretny składnik! Szkoda, że właściciele mają tylko córki, bo byłabym gotowa ożenić z ich synem tylko po to, aby dostać ten przepis.


Kryszonka


Potrawa jednogarnkowa z wołowiną, warzywami oraz ziemniakami. Pyszna. Dowód na to, że proste potrawy mogą być wyjątkowo smaczne. Uszczęśliwiła mnie jako głodnego konsumenta. Trochę unieszczęśliwiła jako gotującego na co dzień człowieka. Jeszcze nie udało mi się wyczarować w jednym garnku potrawy, która miałaby tyle smaku - zwłaszcza to mięso wołowe... ech!


Manty na ostro


Pierogi gotowane na parze z białym serem i marchewką. I znowu - kilka składników - tyle smaku. Do tego dość dużo czosnku. Ale nie tyle, co w grillowanych kurczakach z Ąszą, dodawanego do nich w wiadomym celu. Tak w sam raz. Wystarczająco, aby całością się zachwycić. Zjeść i ucieszyć.


Pierekaczewnik

Ciasto wielowarstwowe z mięsem indyczym, cebulą i masłem. To potrawa, która jak żadna inna wiąże się z tym miejscem, a pani Dżanetta Bogdanowicz powinna zostać odznaczona za jej popularyzację. Pierekaczewnik podobno niełatwo jest zrobić. Od 2009 roku pierekaczewnik jest zarejestrowany jako gwarantowana tradycyjna specjalność. Znaczy to, że on sam jak i jego nazwa są chronione i bez odpowiedniego certyfikatu nie można go produkować i sprzedawać.

Pierekaczewnik - kuchnia tatarska Tatarska Jurta

Kołduny tatarskie


Tradycyjne, gotowane, tatarskie pierogi z farszem jagnięco-wołowym, podawane z rosołem. Mój numer jeden jeśli chodzi o dania główne w Tatarskiej Jurcie. Nieprzyzwoicie smaczne i w tym smaku bardzo głębokie... Kołdunów nie kroimy na talerzu, najlepiej jest zjadać je w całości - w środku mają przepyszny rosół, który po przegryzieniu wypływa na język. Między jednym a drugim kołdunem możemy popijać podany osobno rosół.


Listkowiec

Nadeszła pora deseru. Listkowiec czyli listkowane ciasto drożdżowe z białym serem lub makiem oraz rodzynkami. Nie wiem czy zawsze jest podawany na ciepło, ale ten mój taki był. I aromatyczny, pachnący. 

Listkowiec - kuchnia tatarska Tatarska Jurta

Manty na słodko

Mój ulubiony deser, danie na słodko, ale nie tylko w Tatarskiej Jurcie. Tak ogólnie, W życiu. To pierogi gotowane na parze z białym serem, jogurtem oraz sosem malinowym. Wydaje się prosto? Uwierzcie mi - jest idealne. I choć inne tatarskie słodkości też są pyszne, to wracając do Tatarskiej Jurty zawsze będę zamawiała właśnie te manty.

Manty na słodko - kuchnia tatarska Tatarska Jurta

Kuchnia tatarska w Kruszynianach - Tatarska Jurta
Kawa po tatarsku z cynamonem i kardamonem
Herbata "Tatarska Jurta"

Kuchnia tatarska w Kruszynianach - Tatarska Jurta


Będąc w Tatarskiej Jurcie warto zobaczyć tamtejszy meczet i cmentarz tatarski. Zwłaszcza gdy Kruszyniany odwiedzamy po raz pierwszy.

Kruszyniański meczet jest najstarszym (z XVIII w.), drewnianym, muzułmańskim meczetem w Polsce. Ba! Nie dość, że najstarszym, to unikalnym. Drugie tego typu miejsce znajdziemy w nieodległych Bohonikach. I to by było na tyle, jeśli chodzi o Polskę. Meczet od maja do września można zwiedzać między godziną 9 a 19. W pozostałych miesiącach na zwiedzanie trzeba umówić się telefonicznie.


Niedaleko meczetu w Kruszynianach, w lesie, znajduje się stary, zabytkowy - trzystuletni muzułmański cmentarz (mizar). Napisy na najstarszych nagrobkach są niestety już zatarte, ale ten, który udaje się odczytać, wskazuje na rok 1699. Na cmentarzu są również groby późniejsze, również współczesne. 

Cmentarz muzułmański w Kruszynianach

Cmentarz muzułmański w Kruszynianach

Cmentarz muzułmański w Kruszynianach

Cmentarz muzułmański w Kruszynianach

Cmentarz muzułmański w Kruszynianach

Cmentarz muzułmański w Kruszynianach

--------------

Każdy człowiek powinien mieć prawo do jednego dnia w roku, kiedy bez żadnych konsekwencji mógłby zjeść wszystko na co ma ochotę. Przyjechałabym wtedy do Tatarskiej Jurty, aby bez opamiętania jeść tatarskie kołduny, babkę ziemniaczaną i zagryzać je mantami na słodko. A na deser historyczno-kulturalny spacer.

środa, 23 listopada 2016

Nie umiem gotować jajek w koszulkach. Mam na myśli gotowanie ich w taki... bajerancki sposób, który dla większości ogarniętych ludzi jest czymś zupełnie normalnym. Bo przecież tradycyjnie jajka w koszulce gotuje się, wrzucając je do "zamieszanej" wody z dodatkiem octu. Nie wiem. Może moja woda jest za sucha, jajka zbyt krzywe, ocet zwietrzały. Ale mi się to po prostu nie udaje. Ileż razy dostawałam spazmów nad garnkiem, w którym samotne żółtko dryfowała pomiędzy białymi farfoclami. Wtem "odkryłam", jak bardzo można pójść na łatwiznę. Wystarczy takie jajko ostrożnie wbić do chochli. I to w niej spokojnie zrobi się koszulka. Taddaaaa.

No ale - do sałatki! Podane składniki to porcja wg 2XME na damski posiłek 350 kalorii. Można oczywiście proporcje zwiększać wg. własnych upodobań i zapotrzebowania.


Sałatka z komosą ryżową, burakiem, awokado i jajkiem w koszulce - składniki:

- 2 jajka
- ocet
- 35 g. komosy ryżowej
- 40 g. awokado
- 150 g. buraka
- tymianek
- pół małej cebuli
- 50 g. pomidorków koktajlowych
- ocet balsamiczny
- sól i pieprz




Sałatka z komosą ryżową, burakiem, awokado i jajkiem w koszulce - przygotowanie:

Komosę ryżową gotujemy na sypko i odcedzamy.

Burak gotujemy aż będzie miękki, obieramy i kroimy w kostkę. Podobnie kroimy obrane awokado.

Cebulę kroimy w drobną kosteczkę.

Na talerzu kładziemy ugotowaną komosę, następnie pokrojone buraki i awokado oraz pomidory. Posypujemy pokrojoną cebulą.

Jeśli Ty również nie umiesz gotować jajek w koszulce we "właściwy" sposób, zrób to tak, jak ja. Do niewielkiego garnka z gotującą się wodą wlej łyżkę octu spirytusowego. Do chochli ostrożnie wbij jajko, a następnie zanurz ją w gotującej się wodzie. Jajko gotujemy około 3 minuty. Następnie odsączamy np na papierowym ręczniku i kładziemy na wierzchu sałatki.

Posypujemy odrobiną soli, pieprzem i świeżym tymiankiem. Całość skraplamy odrobiną octu balsamicznego.

Smacznego!


wtorek, 22 listopada 2016

To nie był słoneczny dzień. Ale cudowny na wyjście w góry. Fajne chmury, które robiły klimat, ale nie odbierały widoków. Słońce nie paliło niemiłosiernie w głowę, bo go nie było. Za to momentami deszcz. W zasadzie to jedna ulewa. Ale spoko - bez burzy. Szło się świetnie. Po raz pierwszy w życiu na Kasprowy Wierch. Wybór padł na szlak przez Dolinę Jaworzynki, Halę Gąsienicową, Czarny Staw Gąsienicowy, Przełęcz Karb i Przełęcz Świnicką. Trasa bardzo przyjemna. Do samego Czarnego Stawu wydaję mi się - do zrobienia bez większych problemów przez osoby dopiero zaczynające przygodę z wędrówkami po Tatrach (ale z choć minimalną kondycją fizyczną). Dalej też nie powinna sprawiać większych problemów - trochę stromego podejścia (również po skałach) bez specjalnych przepaścistości, choć wrażliwość na nie to kwestia indywidualna i w drodze na Przełęcz Karb mijałam "lekko" zestresowaną kobietę. Najważniejsze dwa argumenty, które przemawiają za wybraniem takiej trasy to: Czarny Staw Gąsienicowy (jak dla mnie Morskie Oko przy nim się chowa) i widok na Kościelec z grzbietu Małego Kościelca. Prze-pię-kny. Majestatyczny.


Szlak na Kasprowy Wierch z Kuźnic przez Halę Gąsienicową i Świnicką Przełęcz

Wyjście zaczynamy z Kuźnic, gdzie za kilka złotych możemy dostać się busem. Busy jeżdżą dość często i mają w Zakopanem kilka przystanków. W Kuźnicach kierujemy się na szlak żółty, wiodący przez Dolinę Jaworzynki. Droga "łatwa", utwardzona, znaczna część prowadzi przez las. Pierwszym charakterystycznym punktem, do którego docieramy, jest Polana Jaworzynki.



Polana Jaworzynki

Dalej w trochę już bardziej wymagający sposób (po drodze spotkamy się z pierwszym długim, stromym podejściem) docieramy do Przełęczy Między Kopami, gdzie kończy się nasz żółty szlak.




Z przełęczemy wchodzimy na szlak niebieski. Tutaj będzie lżej, co pozwoli nam odpocząć. Tylko przez jakiś czas szlak delikatnie poprowadzi pod górę, po to, aby finalnie doprowadzić nas do pięknej Hali Gąsienicowej.








Betlejemka

Mijamy "Betlejemkę" i za chwilę dochodzimy do miejsca, gdzie szlaki się krzyżują. Skręcamy, wybierając szlak czarny. Tutaj z każdym krokiem coraz bliższy staje się Kościelec. Widać również m.in. Granaty i Kozi Wierch. W końcu docieramy do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Ach....






Tutaj warto zatrzymać się chociaż na chwilę, po prostu posiedzieć i popatrzeć, odpocząć, może coś zjeść.
Od stawu odbijamy w prawo na szlak czarny. I tutaj robi się stromo. Łapiemy wysokość.


Warto obejrzeć się za siebie, aby jeszcze rzucić okiem na staw.


I ten Kościelec. Coraz większy, coraz bliższy...



Po około 30-40 minutach kończymy stromą wspinaczkę i dalej wędrujemy zboczem Małego Kościelca...

...aby dotrzeć do Przełęczy Karb.




Widok z przełęczy na Zieloną Dolinę Gąsienicową i Stawy Gąsienicowe. 



To w ich stronę musimy się kierować - wybieramy szlak niebieski i podążamy w stronę Zielonego Stawu - schodzimy na dół...


Stąd możemy wracać do Kuźnic, ale my przecież chcemy zdobyć Kasprowy Wierch. Dlatego wchodzimy na czarny szlak i maszerujemy w stronę  Przełęczy Świnickiej. Widoki tutaj inne, niż te, do których zdążylismy wcześniej przyzwyczaić oczy. Skały, skały, skały. Stromo. Trzeba uważać, szczególnie w trakcie deszczu.






I w końcu jest - Przełęcz Świnicka. Tutaj złapała mnie i kumpelę ulewa. Było suuper!



Z przełęczy,jak widać na zdjęciu powyżej, kierujemy się szlakiem czerwonym już bezpośrednio na Kasprowy Wierch. Na szczyt dotrzemy w ciągu około godziny.







A ze szczytu.... taki piękny widok!


Stąd już tylko na dół. Można kolejką - oczywiście. Warto jednak wybrać powrót pieszo, szlakiem zielonym, który jest naprawdę piękną trasą.