Zielony koperek. Przepisy kulinarne ze zdjęciami, smaczne obiady i ciasta

Sałatka na imprezy

z rukolą, granatem i serem pleśniowym

Tanie gotowanie,

czyli kuchnia bardzo ekonomiczna

Domowe lody

smaczne i proste

Potrawy na przyjęcia

zupy, przystawki i dania główne

poniedziałek, 8 lutego 2016

Wietnamska zupa pho z bok choy i pulpecikami z kurczaka

Tak - ta zupa jest wietnamska. I ma w sobie kapustę o dziwnie brzmiącej nazwie - bok choy (pak choy), Kapustę chińską, ośmielę się dodać. Nie - nie jestem Kają Paschalską domowego gotowania, której Chinka, Chinka Czikulinka jest z Wietnamu. Znam różnice między jednym a drugim krajem (prawdopodobnie wszystkie dwie). Nawet, jeśli Wysoki Sądzie, na moją niekorzyść świadczy to, że nie mam pojęcia, w jakim języku została napisana i wydana gazeta umieszczona pod talerzem, to wiem, że wietnamski to nie jest. Ale jak wpadła mi w ręce to powiedziałam sobie, że nie wypuszczę, dopóki nie wypstrykam na nią całej kliszy. Spuśćmy zatem zasłonę miłosierdzia na stylistyczną niespójność fotki i na Boga - zacznijmy jeść.

Zupa jest naprawdę smaczna, rozgrzewa nie gorzej, niż podlaski duch puszczy (if You know, what I mean). Do tego pulpety z kurczaka a w nich chilli, limonka i kolendra. Zjedz ją. Przecież wiesz, że chcesz.


Wietnamska zupa pho z bok choy i pulpecikami z kurczaka

Wietnamska zupa pho z bok choy - składniki:

- 2 litry bulionu drobiowego
- 2 cm. korzenia imbiru (obranego i pokrojonego dość drobno)
- 2 ząbki czosnku
- 6 liście kafiru (mogą być suszone)
- kilka ziarenek pieprzu syczuańskiego
- papryczka chilli (ilość zależna od tego, jak pikantne potrawy lubimy)
- pół kilo piersi z kurczaka
- średniej wielkości cebula
- 4 łyżki sosu rybnego
- skórka otarta z jednej limonki
- 2-3 łyżki posiekanej, świeżej kolendry
- makaron soba
- olej kokosowy
- pieprz
Wietnamska zupa pho z bok choy i pulpecikami z kurczaka



Wietnamska zupa pho z bok choy - przygotowanie:

Zaczynamy od pulpecików. Opłukaną pierś kurczaka kroimy na mniejsze kawałki. Mielimy za pomocą maszynki do mielenia mięsa, wraz z obraną i przekrojoną na kilka części cebulą oraz papryczką chilli (u mnie kilka plasterków bez pestek). Do takiej masy dodajemy kolendrę, skórkę z limonki, szczyptę pieprzu oraz dwie łyżki sosu rybnego.

Kształtujemy pulpeciki. Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy i smażymy na nich pulpety z obu stron, aż będą złoto-brązowe. Gdy są równomiernie obsmażone, zdejmujemy je z patelni i kładziemy na papierowym ręczniku, aby odsączyć z nadmiaru tłuszczu.


Zupa.
Do bulionu z kurczaka dodajemy posiekany imbir, czosnek, pieprz syczuański, liście kafiru i posiekaną papryczkę chilli.Gotujemy na małym ogniu przez 25 minut.

W tym czasie gotujemy makaron soba.

Po 25 minutach odcedzamy rosół z liści i innych przypraw. Wlewamy go z powrotem do garnka i dodajemy 2 łyżki sosu rybnego. Mieszamy i dodajemy sól i pieprz do smaku.

Następnie wrzucamy liście bok choy i gotujemy 2 minuty. Następnie wrzucamy do zupy usmażone pulpety i gotujemy wszystko razem jeszcze około 5-7 minut, co jakiś czas mieszając.

Do misek wkładamy porcje makaronu soba, a następnie zupę wraz z pulpecikami.

Możemy podawać z kiełkami fasoli, posiekaną chilli, kolendrą, limonką.


Smacznego!


Wietnamska zupa pho z bok choy i pulpecikami z kurczaka


niedziela, 13 września 2015

Ani razu w tym roku nie narzekałam, że jest zbyt ciepło, że za gorąco, że słońce za bardzo grzeje. Serio. Ani razu. Więc jeśli teraz marudzę, że jest szaro, buro i ponuro, do tego zimno, to chyba nie dołączę tym samym do grona osób, które ciągle narzekają i trudno jest im dogodzić? No ja naprawdę wymagająca nie jestem, wystarczy mi słońce i minimum +25 stopni Celsjusza. W cieniu. Przez osiem miesięcy w roku. Przez cztery może być złota, polska jesień. Takim nagłym, bo prawie z dnia na dzień, załamaniem pogody, jestem zaskoczona, jak drogowcy zimą. Po raz pierwszy od kilku miesięcy wyciągnęłam z szafy koc. Mimo wszystko są dwa plusy wrześniowego chłodu. Pierwszy - biega mi się lepiej, niż w trakcie upału. Tak, wróciłam do biegania i wygląda na to, że tym razem nie porzucę go. A za tydzień z Olą (koniecznie ją odwiedźcie -> Sweetshoop.pl) biegniemy nawet w zawodach. Dla mnie to pierwsze zawody w życiu. Byłoby miło, gdyby udało mi się nie być ostatnią. Drugi plus jesieni? Chciałam napisać "pyszne jedzenie", ale to by było nie tyle dramatyczne, co nieprawdziwe. W końcu to nie tak, że latem czy wiosną nie jem smacznych rzeczy. Plus, plus, plus... grzane piwo. Kocham!!

Wróćmy natomiast do pysznych dań. Generalnie nie jestem fanką kurczaka. Zawsze mam wrażenie, że przy nim jestem bardziej ubrudzona, niż najedzona. Smaczne to, ale wymaga zbyt dużo zachodu w trakcie jedzenia. Wyjątkiem jest pierś z kurczaka. I jej  nie jem za często, ale jeśli już, to w sosie pomidorowym i kaparami smakuje mi najbardziej. Do tego przełamujące smak kaparów - słodkie ziemniaki, czyli bataty. Jak to się mówi? Omomomomom??

Pierś kurczaka w sosie pomidorowym z kaparami i frytki z batatow


Pierś kurczaka w sosie pomidorowym z kaparami - składniki:

- dwie piersi z kurczaka
- sól i świeżo mielony, biały pieprz
- 2 łyżki oleju rzepakowego
- 2 łyżki masła
- 4 drobno posiekane szalotki
- 2 drobno posiekane ząbki czosnku
- 5 średniej wielkości pomidorów (lub dwie puszki pomidorów - poza sezonem)
- 4 łyżki octu z czerwonego wina
- pół szklanki kaparów (użyłam marynowanych ze słoika)
- szklanka białego, wytrawnego wina
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego
- pół pęczka posiekanej natki pietruszki
- łyżeczka świeżego, posiekanego estragonu lub 2 łyżeczki suszonego

Pierś kurczaka w sosie pomidorowym z kaparami - przygotowanie:

Oczyszczamy pierś z kurczaka, przecinamy łączącą jej dwie części błonę (powstają cztery porcje) i delikatnie oprószamy solą i pieprzem.

Olej i masło podgrzewamy w wysokiej, dużej patelni lub w garnku z grubszym dnem. Na rozgrzany tłuszcz przekładamy pierś z kurczaka i podsmażamy z obu stron około 5 minut, aż będzie delikatnie brązowa.

Dodajemy szalotkę i czosnek i smażymy delikatnie mieszając około 1-2 minuty.

Następnie dodajemy estragon, pokrojone w drobną kostkę pomidory, ocet, kapary, wino, koncentrat pomidorowy.

Całość mieszamy i gotujemy doprowadzając do wrzenia. Następnie zmniejszamy ogień, garnek (lub patelnię) przykrywamy i całość dusimy około 12 minut.

Przed podaniem posypujemy posiekaną natką pietruszki.

Pierś kurczaka w sosie pomidorowym z kaparami i frytki z batatow

Frytki z batatów - składniki:

- 3 średniej wielkości słodkie ziemniaki (bataty)
- 3-4 łyżki oleju rzepakowego
- sól i świeżo mielony pieprz

Frytki z batatów - przygotowanie:

Bataty obieramy i kroimy na frytki. Wrzucamy je do miski i obtaczamy w oleju. Całość doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Frytki przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni Celsjusza i pieczemy przez 20-25 minut, w zależności od tego, jak bardzo chrupiące chcemy uzyskać.

Podajemy na ciepło z piersią z kurczaka.

Smacznego!!

Pierś kurczaka w sosie pomidorowym z kaparami i frytki z batatow



niedziela, 6 września 2015

"Czekolada nie pyta. Czekolada rozumie." Gdy Ci smutno, źle, jesteś zawiedziony(a), czujesz żal lub przeciwnie, gdy chcesz uczcić radosną okazję. Czekolada jest zawsze przy Tobie. Gdy lato kończy się zbyt wcześnie i gdy cieszysz się na kolejne, spadające z drzew, złote liście. Czekolada jest zawsze obok. A dziś mam dla Was czekoladowy bonus. Ciasto, które naprawdę trudno jest zepsuć. Nawet, jeśli nie będziecie się stosowali idealnie, do podanych proporcji. Dodałam do niego wiśnie, z których robiłam nalewkę, czyli takie, które 3 tygodnie moczyły się w bimbrze. Równie dobrze ciasto możecie upiec z innymi owocami lub nawet bez nich. Czekolada robi robotę i już.

"Najłatwiejsze ciasto w świecie, tak, tak, tak,
Nic, a nic się go nie gniecie, tak, tak, tak,
Ty potrafisz także upiec, tak, tak, tak,
Nawet, gdy nie jesteś zuchem, tak, tak, tak."

ciasto czekoladowe z wiśniami


Ciasto czekoladowe z wiśniami - składniki:

- 2 tabliczki gorzkiej czekolady
- szklanka wody
- 115 g. masła
- 1,5 szkl. cukru


- 2 szklanki mąki pszennej
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- płaska łyżeczka soli


- szklanka mleka
- łyżeczka octu jabłkowego

- 2 jajka
- wydrylowane wiśnie (mogą być jak u mnie - z alkoholu)

polewa
- 2 tabliczki gorzkiej czekolady
- szklanka śmietany 18% (w temperaturze pokojowej!!)

+ masło do wysmarowania formy

Ciasto czekoladowe z wiśniami - przygotowanie:

Czekoladę łamiemy na kawałki. Wrzucamy do miski, dodajemy wodę, masło i cukier. Wszystko rozpuszczamy gotując w kąpieli wodnej. Gdy całość jest roztopiona i tworzy gładką masę, odstawiamy na bok.

W drugiej misce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia i sól.

W kubeczku mieszamy mleko z octem jabłkowym. 

Włączamy piekarnik i rozgrzewamy do190 stopni Celsjusza. Formę do pieczenia (używałam standardowej keksówki) smarujemy masłem.

Gdy roztopiona, czekoladowa masa jest lekko przestudzona, dodajemy do niej mleko i jajka.

Partiami dosypujemy zawartość miski z suchymi składnikami (mąką, etc.) oraz wiśnie, delikatnie mieszając. Gdy ciasto jest gładkie dodajemy esencję waniliową i jeszcze raz mieszamy. 

Tak przygotowane ciasto przekładamy do formy do pieczenia i wstawiamy ją do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy około 70 minut, do tzw. "suchego patyczka".

Gdy ciasto jest upieczone wyjmujemy je z piekarnika i odstawiamy do wystygnięcia.

Przygotowujemy polewę. W kąpieli wodnej roztapiamy czekoladę. Gdy jest gładka odstawiamy na bok do ostygnięcia. Następnie dodajemy do niej partiami śmietanę. Cały czas mieszamy, do momentu, aż polewa będzie jednolita.

Gotową polewą czekoladową dokładnie smarujemy ciasto, a następnie wkładamy je do lodówki na godzinę. 

Smacznego!!

Ciasto czekoladowe z wiśniami

niedziela, 23 sierpnia 2015

Chciałabym, oj chciała... nie, nie młotkowych. Chciałabym móc powiedzieć: "o tak, na śniadanie najchętniej to ja jadam mus z kalafiora lub grejpfruty". Powiedzieć to i nie skłamać. a przynajmniej nie roześmiać się. Bo wydusić z siebie coś takiego to ja mogę, ale co z tego, jak taka ze mnie baba ze Wschodu, która najchętniej wciągałaby codziennie jajecznicę z 6 jajek, na boczku i kiełbasie. Na szczęście mam w sobie jeszcze jakiekolwiek, minimalne, ale zawsze - pokłady zdrowego rozsądku. I ta jajecznica to raczej rzadziej, niż częściej. Szukając pomysłów na zdrowe śniadania trafiłam na pudding z nasion chia. Smakuje trochę jak budyń, tylko, że z grudkami. Trochę świeżych owoców, trochę domowej granoli i taddaaaaa. A do tego takie śniadanie jest bardzo sycące. Nic, tylko jeść. I mieć dobry dzień.

Pudding chia z malinami i domową granolą


Pudding chia z malinami i domową granolą - składniki:

- garść świeżych malin
- 1/4 szklanki nasion chia
- pół szklanki mleka ryżowego
- domowa granola

Pudding chia z malinami i domową granolą - przygotowanie:

Nasiona chia wsypujemy do miseczki. Zalewamy mlekiem i odstawiamy na kilka godzin i mieszamy (przygotowując śniadanie nasiona zalewam wieczorem).

Do szklanki/kubka/miseczki wrzucamy kilka malin, nakładamy porcję puddingu, następnie porcję granoli i znowu porcję puddingu. Całość dekorujemy malinami.

Smacznego!!

pudding chia z malinami i domową granolą

czwartek, 16 lipca 2015

Są takie dni, kiedy wydaje mi się, że czegokolwiek bym nie napisała, to będzie to tak strasznym sucharem, że własna matka będzie się za mnie wstydzić. Tak. To jest ten dzień. Napisałam już co najmniej dziesięć różnych wstępów, które by w jakiś lekki, nonszalancki i nienachalny sposób poprowadziły historię od nie wiem czego, do przepisu na domową granolę. Ale jakoś nie, po prostu nie idzie. Pomroczność jasna, zachwianie energii w kosmosie, zemsta Plutona za paparazzich, papamobile i Papę Smerfa. A zatem w krótkich, żołnierskich słowach: przepis będzie bez proporcji. Bo ja tu nikomu nie będę mówić, ile ma wsypać płatków, a ile orzechów. Każdy ma inny smak i dobierze sobie konkretne ilości. A przygotowanie granoli nie jest mierzeniem się z prawami fizyki kwantowej. Potrzebne są podstawowe składniki, piekarnik i trochę chęci. Więc do dzieła robaczki. A ja idę pod kołdrę. Bo to dzień jakiś taki...

Przepis na domową granolę

Domowa granola - składniki:

- płatki owsiane górskie
- zblanszowane migdały (sparzone we wrzątku i obrane ze skórki)
- zblanszowane orzechy włoskie
- sezam
- pestki słonecznika
- płatki migdałowe
- rodzynki
- miód
- olej kokosowy (w przybliżeniu - jedna łyżka oleju na trzy łyżki miodu)

Domowa granola - przygotowanie:

Wszystkie suche składniki oprócz rodzynek mieszamy w misce.

W garnuszku, na niewielkim ogniu rozpuszczamy olej i miód. Taki płyn stopniowo dolewamy do suchej mieszanki, za każdym razem mieszając. Całość powinna być dobrze oblepiona miodem i olejem.

Granolę równomierną, niezbyt grubą warstwą rozkładamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 150 stopni Celsjusza i pieczemy ok. 15 minut. Co kilka minut granolę mieszamy, aby podpiekła się równomiernie.

Po wyznaczonym czasie granolę wyjmujemy z piekarnika, odstawiamy do wystygnięcia. Ostudzoną mieszamy z rodzynkami i przesypujemy do słoika.

Smacznego!!

Przepis na domową granolę


poniedziałek, 13 lipca 2015

Przyznajcie się: jak często mieliście chęć liznąć jakiś kosmetyk, bo pachniał smakowicie jak.... placki z młodych ziemniaków... no lub cokolwiek innego, czego zapachowi trudno jest Wam się oprzeć. Pierwszy raz poczułam coś takiego w stosunku pasty do zębów, w okolicach roku 86'. Była tak pachnąca owocami i kolorowa, jak mało rzeczy w tamtym czasie. Chciałam ją jeść. I trochę jadłam. Wiele lat później szalałam na punkcie kokosowej serii kosmetyków pewnej firmy. Bo do kokosów mam szczególną słabość. Żadnemu nie odpuszczę. Pod żadną kokosową postacią. A jeśli o kokosach mowa, to mogę łagodnie przejść do głównego tematu tej kosmetyczno-spożywczo-kompulsywnej opowiastki. Do paru słów na temat cukrowego peelingu do ciała. Peelingu o wyjątkowym zapachu. Bo jeśli faktycznie mieliście kiedyś ochotę zanurzyć łyżkę w pięknie pachnącym kosmetyku i go zjęść, to z tym peelingiem naprawdę możecie to zrobić. O ile zniesiecie taką ilość cukru. Ale ja małemu podjadaniu oprzeć się nie mogłam.


Cukrowy peeling do ciała pina colada (kokosowo-ananasowy)


Do niedawna moim wieloletnim ulubieńcem był peeling kawowy (czy jest ktoś, kto jeszcze o nim nie słyszał?). Natomiast od jakiegoś czasu stosuję właśnie peeling cukrowy, który ma świetne działanie: fantastycznie wygładza skórę i świetnie ją nawilża. Sprawia, że staje się gładka i miękka. Jak ulepszyć coś, co jest prawie doskonałe? Można sprawić, aby pachniało jak urlop w tropikach, co mnie samej kojarzy się z pina coladą i to nie tylko w postaci drinków, ale również z lodami pina colada czy bezalkoholowym koktajlem pina colada. Wystarczy połączyć świeży ananas z olejem kokosowym.

Dzięki niemu niewielkim kosztem i w bardzo prosty sposób otrzymujecie peeling idealny do domowego "spa". Krótki filmik z przygotowania peelingu znajdziecie na moim Instagramie. A zatem - do dzieła!

Cukrowy peeling do ciała pina colada - składniki:

- cukier biały kryształ "gruby" (ok. 1,5 szklanki)
- szklanka zwykłego cukru* (nie "drobnoziarnistego)
- 2 około dwucentymetrowe plastry ananasa
- pół szklanki oleju kokosowego - używam tego

*możemy używać brązowego cukru

Cukrowy peeling do ciała pina colada - przygotowanie:

Obra rodzaje cukrów wsypujemy do miski.

Z ananasa odkrajamy skórkę. Kroimy go kostkę i wrzucamy do blendera.

Olej wlewamy do garnuszka i przez pół minuty podgrzewamy na najmniejszym płomieniu, aby się rozpuścił. Następnie wlewamy go do blendera z ananasem i całość ucieramy na "papkę".

Papkę ananasowo-olejową przelewamy stopniowo do cukru. Po wlaniu każdej porcji całość mieszamy.

Jeśli peeling jest zbyt suchy, dodajemy więcej ananasowej papki, jeśli zbyt rzadki - dosypujemy dodatkowy cukier.

Tak przygotowany peeling cukrowy przekładamy do słoiczka i wstawiamy do lodówki.

Możemy go przechowywać w ten sposób do 5 dni.


Cukrowy peeling do ciała pina colada (kokosowo-ananasowy)

sobota, 11 lipca 2015

Rozmarzenie i nadzieja w oczach u osób, którym mówię, że zrobiłam koktajl z nasionami konopi - bezcenne. Ta iskra nadziei, że ten kopnie bardziej, niż wszystkie inne, poprzednie koktajle truskawkowe. Bo przecież byłam w Czechach, to może coś tam przeszmuglowałam... Ano nie. Jedyne co przemyciłam, to kamień z czeskiej strony Cieszyna. Swoją drogą to jeden z większych mitów - no ten, że w Czechach marihuana jest legalna. Otóż nie jest.

Ale wróćmy do ziaren. I do konopi. Tak naprawdę, ze wszystkich ich rodzajów, tylko kilka odmian konopi ma działanie halucynogenne. A konopie "spożywcze", tzn. ich ziarna, to tzw. "superfood" o wielu fantastycznych właściwościach zdrowotnych. Jak smakują? Moim zdaniem ich smak przypomina coś pomiędzy orzechem a słonecznikiem, tylko nieco bardziej gorzkawy. Jak ze wszystkim - dla jednych to będzie smakołyk, dla innych nie. Spróbować warto.

Zdrowy koktajl truskawkowy z nasionami konopi


Zdrowy koktajl truskawkowy - składniki:

- 3-4 szklanki truskawek
- 5 szklanek jogurtu naturalnego
- pół szklanki płatków owsianych górskich
- kilka łyżek ziaren konopi

Zdrowy koktajl truskawkowy - przygotowanie:

Truskawki myjemy i oczyszczamy z szypułek. Przekładamy je do miski i dodajemy jogurt. Za pomocą blendera ucieramy na dość gładką masę. Dodajemy nasiona konopi, płatki i wszystko razem mieszamy.

Koktajl odstawiamy do lodówki na 2-3 godziny. Gotowe!!

Smacznego!



Zdrowy koktajl truskawkowy z nasionami konopi


piątek, 10 lipca 2015

Gdybym za każdym razem, gdy po "wyznaniu:, że demakijaż robię olejem,a mój rozmówca natychmiast obdarza mnie spojrzeniem na pograniczu obrzydzenia i litości, dostawała złotówkę, zapewne nie jeździłabym  rozklekotanym, seledynowym Lanosem.

A przecież nie robię zaopatrzenia w przybrzeżnej smażalni we Władysławowie. Nie jestem Kleopatrą dwudniowej frytury. Nie wcieram w siebie słonecznikowego po schabowych. I przecież sama metoda OCM czyli oczyszczania twarzy olejem, niczym nowym nie jest. A jednak zdziwienia wokół mnie i w związku z nią całe mnóstwo. I nieukrywanej chęci przejechania mi palcem po facjacie, co by sprawdzić czy śliska jest od tego oleju, jak poręcze w ZUSie. Ale nie jest. Bo mówiąc całkiem poważnie, olejowe oczyszczanie twarzy (OCM), to rewelacyjna metoda dbania o skórę twarzy, szyi i dekoltu. I nic się nie świeci, nic nie błyszczy, skóra się nie przetłuszcza (przynajmniej nie bardziej, niż zwykle). Ale po kolei...


OCM, czyli olejowe oczyszczanie twarzy


OCM i Ja

Na OCM trafiłam po długich poszukiwaniach specyfiku, którym mogłabym robić demakijaż w taki sposób, aby nie mieć uczucia, że coś wypala mi oczy. Bo gałki me są wrażliwe. I przez wiele lat wypróbowałam przynajmniej kilkadziesiąt różnych preparatów do demakijażu i twarzy, i oczu. W końcu przy okazji zakupów w Biochemii Urody trafiłam na olejek do mycia twarzy. Jako, że byłam z niego zadowolona, oczy, w czasie zmywania makijażu mnie nie piekły, zaczęłam bardziej zgłębiać temat oczyszczania twarzy olejami. Tak, bo to coś więcej, niż tylko pobieżny demakijaż.


Co to znaczy OCM?

Czym jest OCM? Otóż jest to metoda pielęgnacji, oczyszczania skóry, która bazuje na tym, iż olej (mieszanka olejów) rozpuszcza olej/tłuszcz, który utwardzony zanieczyszczeniami utknął w porach naszej skóry. Para stosowana w trakcie zabiegu dodatkowo otwiera te nieszczęsne pory i ułatwia ich oczyszczenie. Co więcej, dzięki oczyszczaniu OCM, nasza skóra nie zostaje pozbawiona naturalnej, ochronnej warstwy, jak to się często dzieje w przypadku "zwykłych" produktów do mycia. Ostatecznie muszę też dodać, że oleje świetnie rozpuszczają makijaż.

OCM - efekty

Wśród ogromnych plusów takiego olejowego oczyszczania twarzy znajduje się z pewnością:

- nawilżenie
- zwężenie porów
- zmniejszenie wydzielania sebum
- zmniejszenie ilości zaskórników
- uspokojenie skóry
- oczywiście - porządne oczyszczenie

Ja efektów negatywnych u siebie nie zauważyłam, natomiast wiem, że takie mogą występować, np. w postaci wysypu pryszczy, pękania naczynek, przesuszenia. Dlaczego? Otóż nie odkryto jeszcze takiej rzeczy, która pasowałaby 100% korzystających z niej osób. Po prostu nie. O możliwości wystąpienia negatywnych efektów stosowania OCM decydują m.in. uwarunkowania genetyczne, uczulenia na oleje, niepoprawne dobranie oleju do rodzaju skóry i szereg innych czynników. Nie mniej osobiście wśród wszystkich osób, które znam, i które stosują metodę OCM, niezadowolonych z niej jest może 1%.

Najlepiej jest samemu spróbować i przekonać się czy oczyszczanie twarzy olejem będzie nam odpowiadało.

OCM, czyli olejowe oczyszczanie twarzy
Olej rycynowy

OCM czyli oczyszczanie twarzy krok po kroku

Do oczyszczania twarzy potrzebujemy:
- szmatki/ściereczki (ja używam z mikrofibry)
- oleju rycynowego
- oleju bazowego dobranego do typu cery:

Skóra tłusta/mieszana: olej jojoba, lniany, z orzechów włoskich, z konopi, olej lniany, olej sezamowy,olej z orzechów laskowych, olej z pestek brzoskwini, olej z pestek dyni, olej sojowy, olej z konopi, olej ryżowy, olej kokosowy

Skóra trądzikowa: olej z krokosza barwierskiego, olej lniany, olej sezamowy, olej z czarnuszki siewnej,  możesz dodać odrobinę oleju tamanu,

Skóra normalna: awokado, ze słodkich migdałów, z pestek granatu, 
 owoców róży, orzechów laskowych jojoba


Skóra dojrzała i sucha: olej migdałowy, arganowy, różany, z kiełków pszenicy, z pestek winogron, z ogórecznika, awokado, olej z rokitnika, skwalan z oliwy z oliwek, olej z nasion malin, olej z nasion truskawki, olej z ogórecznika lekarskiego, olej arganowy

Skóra naczynkowa: olej z orzechów laskowych, kocanki, kokosowy


W jakich proporcjach stosować oleje?
W teorii powinny one być następujące:
cera normalna 20% olejku rycynowego oraz 80 % olejku bazowego
cera sucha 10% olejku rycynowego i 90 % olejku bazowego
cera tłusta 30 % olejku rycynowego plus 70% olejku bazowego

Natomiast ja nie polecam zwiększania ilości oleju rycynowego do więcej, niż 10% całej mieszanki. Tzn. w przypadku każdej cery radzę stosowanie 10% olejku rycynowego i 90% olejku bazowego. Co więcej, ja sama często dodaję do takiej mieszanki trzeci olejek. Czasem nawet w ogóle z niej rezygnuję i przez miesiąc oczyszczam twarz wyłącznie olejem kokosowym. W zasadzie robię to coraz częściej.

Jak oczyszczać twarz olejami?
Jeśli mamy już gotową mieszankę olejów (lub np. sam olej kokosowy), jej niewielką ilość rozcieramy w zagłębieniach dłoni, lekko w ten sposób podgrzewając, a następnie delikatnie wmasowujemy ją w twarz, szyję i dekolt. Ja taki powolny masaż wykonuję około minuty.

Następnie ściereczkę moczymy w bardzo ciepłej wodzie, wyciskamy i delikatnie mokrą, wciąż bardzo ciepłą (ale nie gorącą) ściereczkę przykładamy do skóry. Pod wpływem pary i ciepła nasze pory się otwierają. Pozostawiamy ściereczkę przez ok. pół minuty, po czym ścieramy olej. 

Rytuał powtarzamy jeszcze 2 razy, a na sam koniec twarz, szyję i dekolt obmywamy zimną wodą. Po jego zakończeniu stosuję lipowy płyn mincelarny (to nie jest lokowanie produktu) i krem na noc.

UWAGA: przy dużym trądziku i bardzo popękanych naczynkach odradzam stosowanie ściereczki z mikrofibry, ponieważ w przypadku osób z taką cerą może ona być zbyt ostra i lepiej jest użyć bardziej delikatnej tkaniny.

OCM, czyli olejowe oczyszczanie twarzy


sobota, 27 czerwca 2015

Generalnie niezła jestem w pamiętaniu dat i faktów. Wiadomo, humanistka ze "starą maturą" z historii. Ale jakoś tak się dziwnie składa, że o urodzinach bloga zapominam co roku. Serio. A jednak w jakiś sposób powinno to być dla mnie ważne. Lubię przeglądać zdjęcia, które robiłam na samym początku blogowania. Straszne są. Może powinnam je wymienić, ale w fajny sposób pokazują mi, jak wiele się nauczyłam (choć tak dużo jeszcze przede mną).

Pamiętam jak robiłam zdjęcie tej sałatki z kuskusem. Drugi miesiąc prowadzenia bloga. Parapet na balkonie, czarny talerz, łycha sałatki na nim. Zrobiłam zdjęcie i pomyślałam: "no nie jest źle". Serio. Byłam całkiem zadowolona. Ale to jeszcze nic. Kiedy chcę się naprawdę z siebie pośmiać (co bardzo lubię) otwieram ten przepis na pasztet z selera (mój ulubiony!). I jak widzę tę misternie ułożoną wieżyczkę z pasztetu, finezyjnie skropioną keczupem i jak przypomnę sobie, jak bardzo zadowolona byłam ze zdjęcia, myśląc, że jestem blisko mistrzostwa stylizacji dań... echhh... śmieszno i straszno trochę.

Natomiast jednym z moich pierwszych przepisów był chłodnik ogórkowo-arbuzowy. Swoją drogą bardzo smaczny. Zdjęcie natomiast, jak poprzednie, pozostawiało wiele do życzenia. Dziś za to zapraszam Wam na lemoniadę arbuzową. Pyszny, orzeźwiający smak, tylko zdjęcia delikatnie lepsze. Taka to arbuzowa klamra po czterech latach blogowania.

Lemoniada z arbuza - orzeźwiająca i pyszna

Lemoniada z arbuza - składniki:

- ćwierć arbuza średniej wielkości (zawsze robię "na oko", więc dokładnej gramatury nie podaję)
- pięć cytryn
- litro wody mineralnej niegazowanej
- mięta

Lemoniada arbuzowa - orzeźwiająca i pyszna


Lemoniada z arbuza - przygotowanie:

Arbuz kroimy na mniejsze cząstki i odkrajamy z nich twardą skórę. Wydłubujemy pestki. Następnie wrzucamy go do blendera lub malaksera i miksujemy.
Arbuzową masę przekładamy do dzbanka. Dolewamy wodę i dodajemy stopniowo sok wyciśnięty z cytryn, dostosowując smak do własnych upodobań.

Wszystko razem mieszamy i dodajemy listki mięty. Lemoniadę wstawiamy do lodówki. Podajemy schłodzoną.

Smacznego!!


Lemoniada z arbuza - orzeźwiająca i pyszna

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Białystok i buza - napój z kaszy jaglanej
Za każdym razem, gdy ktoś zadaje mi pytanie o najbardziej charakterystyczną (w kontekście kulinarnym) dla Białegostoku "rzecz", zawsze mówię o buzie (i białysach, ale o nich opowiem przy innej okazji). W swoim życiu odwiedziłam "kilka" miejsc w Polsce i nigdzie indziej z buzą się nie spotkałam. Dużo łatwiej jest ją natomiast znaleźć... na Bałkanach, gdzie nazywana jest "bozą".

Jak to się stało, że buza trafiła do Białegostoku? Otóż przywędrowała do nas przed wojną, wraz z imigrantami z Macedonii. W centrum miasta otwierali niewielkie kafejki, zwane "buznami", gdzie podawali lekko fermentowany, orzeźwiający napój z kaszy jaglanej. Obowiązkowo w towarzystwie słodkiej chałwy. Z czasem buzę zaczęli też wytwarzać sami białostoczanie i podawać w prowadzonych przez siebie cukierniach.

Białystok, macedońska buzna
Białystok/fot. Bolesław Augustis
Tradycyjną buzę (z chałwą lub bez) wciąż można kupić w Białymstoku (w Cafe Esperanto na "zapleczu" ratusza) lub zrobić samemu w domu, co nie jest trudne. Buza sprawdza się wyśmienicie w letnie, gorące dni.



Buza - składniki:

- 2 litry wody
- 200 gramów kaszy jaglanej + 3,5 szklanki wody
- 5 g drożdży
- 170 g cukru
- 2 cytryny
- 1/2 szklanki rodzynek

+szklane butelki

Białystok i buza - napój z kaszy jaglanej


Buza - przygotowanie:


Kaszę jaglaną płuczemy w sitku pod bieżącą wodą. Wrzucamy do garnka, wlewamy 3,5 szklanki wody i stawiamy na gazie. Gotujemy do momentu, aż będzie miękka. 

Następnie kaszę odcedzamy o przecieramy przez sito. Odstawiamy.

W garnku zagotowujemy 2 litry wody z cukrem. Dodajemy przetartą kaszę i dokładnie mieszamy (ja dodatkowo pomagam sobie blenderem, aby nie było dużych grudek kaszy). Całość studzimy i gdy ma temperaturę około 30 stopni, odlewamy pół kubka płynu. Dodajemy do niego drożdże, mieszamy i odstawiamy na 20 minut.

Taki drożdżowy "zaczyn" wlewamy z powrotem do garnka i dodajemy sok wyciśnięty z dwóch cytryn. Wszystko dokładnie mieszamy.

Do butelek wsypujemy po 8-10 rodzynek (na półlitrową butelkę). Wlewamy buzę do 3/4 (zostawiając miejsce na "buzowanie"). Odstawiamy w ciepłe miejsce na 24 h.

Po 24 godzinach butelki zamykamy i wstawiamy do lodówki. Możemy je tam przechowywać 2-3 dni.

Gotową buzę podajemy z chałwą.

Smacznego!



czwartek, 18 czerwca 2015

Wpadam czasem na giełdę rolno-spożywczą i w sposób prawie kompulsywny, na moim ulubionym stoisku, kupuję różne składniki, z których jeszcze nigdy nie gotowałam, ale albo fajnie się nazywają i/albo interesująco wyglądają. Niedawno w ten sposób moim łupem stał się m.in. czarny ryż.  Jadłam różne rodzaje ryżu, ale takiego jeszcze nie. Postanowiłam, że go spróbuję, nie licząc raczej, że będzie specjalnie smaczny. Spodziewałam się podobieństwa do ryżu brązowego, za którym nie przepadam, bo zawsze jest nieprzyjemnie twardy i cierpki. Jak bardzo się myliłam. Do tego ciekawe połączenie z łososiem, jabłkowym cydrem i świeżym chrzanem. Wygląda na to, że dzięki przymusowemu, kilkudniowemu leżeniu w łóżku odblokowała mi się jakaś czakra i gotowość na nowe połączenia smakowe, dzięki której powstała ta smaczna sałatka.

Sałatka z czarnym ryżem, łososiem,świeżym chrzanem i sosem z cydru jabłkowego

Sałatka z czarnym ryżem, łososiem - składniki:

- 2 szklanki czarnego ryżu
- czerwona papryka
- żółta papryka
- 100 g. wędzonego łososia atlantyckiego
- niewielki korzeń świeżego chrzanu
- kolorowy pieprz

sos vinaigrette z jabłkowego cydru
- 220 ml. cydru jabłkowego
- 100 ml. soku jabłkowego
- ok. 100 ml. oliwy z oliwek lub oleju rzepakowego (nie polecam w tym przypadku oleju z pestek słonecznika)
- 2 łyżki octu jabłkowego
- łyżka musztardy Dijon
- łyżka soku z cytryny
- łyżka miodu

Sałatka z czarnym ryżem, łososiem - przygotowanie:

W dużym kubku lub misce łączymy ze sobą wszystkie składniki sosu vinaigrette. Dokładnie mieszamy, aż się połączą. Odstawiamy na bok.

Ryż przesypujemy na sitko. Przepłukujemy pod bieżącą wodą. Wsypujemy do gotującej się, lekko osolonej wody i gotujemy aż będzie miękki, ale sprężysty.

Po ugotowaniu odcedzamy ryż na sitku, przepłukując zimną wodą.

Papryki myjemy, wycinamy gniazda nasienne i kroimy w kostkę. 

Chrzan obieramy i trzemy na tarce o najgrubszych oczkach.

Ryż, pokrojone papryki, starty chrzan i łososia wrzucamy do miski.

Polewamy sałatkę sosem (ostrożnie, żeby nie przesadzić z ilością, bo zrobi się zupa). Pozostały sos możemy przechowywać przez kilka dni w lodówce.

Sałatkę doprawiamy do smaku świeżo mielonym, kolorowym pieprzem, jeszcze raz wszystko mieszamy i gotowe!

Smacznego!

Sałatka z czarnym ryżem, łososiem,świeżym chrzanem i sosem z cydru jabłkowego