Zielony koperek. Przepisy kulinarne ze zdjęciami, smaczne obiady i ciasta

Sałatka na imprezy

z rukolą, granatem i serem pleśniowym

Tanie gotowanie,

czyli kuchnia bardzo ekonomiczna

Domowe lody

smaczne i proste

Potrawy na przyjęcia

zupy, przystawki i dania główne

niedziela, 14 sierpnia 2016

No ok, może nie do końca jest tak, że w Budapeszcie najbardziej lubię ruin pubs, bo na pierwszym miejscu są same ulice po stronie Pesztu - ich  architektura, atmosfera, ludzie. Jednak ruin pubs również są ich nieodłącznym elementem. Ale o co właściwie chodzi. co to znaczy "ruin pub" i czym się różni od zwykłego pubu? W skrócie - klimatem, wyglądem i miejscem, w którym się znajduje... Przede wszystkim - miejscem.


Ruin pubs w Budapeszcie - nie możesz ich ominąć

Generalnie najwięcej tego typu pubów znajdziecie w żydowskiej VII dzielnicy - w zrujnowanych, opuszczonych kamienicach. Podobno zaczęły powstawać niewiele - ponad 10 lat temu. Pierwszy, w którym byłam, od razu skojarzył mi się ze squatem. Z zewnątrz ruin pubs w najlepszym wypadku wyglądają niepozornie. Przeważnie, dla człowieka nie zaznajomionego z tematem - odstraszająco. Prędzej bylibyście w stanie przyjąć, że to miejsce, w którym łatwiej można dostać w mordę, niż spędzić fajnie czas. I dobrze. Dla mnie ten wygląd to ogromna zaleta. Niestety zdążyłam odwiedzić tylko trzy tego typu bary, ale tak mi się podoba ich klimat, że do Budapesztu wrócę, może niebawem, tylko po to, aby zobaczyć wszystkie, które są w tym mieście.

Szimpa Kert - najpopularniejszy ruin bar w Budapeszcie

Adres: Kazinczy utca 14
To miejsce miało dla mnie tylko jeden minus, ale o nim za chwilę. Pod względem klimatu, aranżacji... hmmm.... chciałabym powiedzieć "wystroju", ale nie wiem czy w tym przypadku jest to odpowiednie słowo... stopnia odjechania, lekkiej dewiacji, pierwiastka Lyncha - mega miejscówa. Lekko obskurnie, obdrapane ściany, mnóstwo przedmiotów - niby do siebie nie pasujących, a tu tworzących całość. Brzydko-pięknie!


Szimpla Kert Budapeszt - ruin pub
Wejście do Szimpla Kert

Szimpla Kert Budapeszt - ruin pub


 Na miejscu są nie tylko bary piwne, ale również bar "winny".

Szimpla Kert Budapeszt - ruin pub

Piwo w Szimpla Kert można pić w kilku miejscach - przy jednym z barów, w ogródku piwnym lub w jednym z pokoi umieszczonych na wyższym poziomie. Wszędzie dużo starych mebli, obrazy i przedmioty z pchlego targu. Cudo.





 





















Jeden minus Szimpla Kert - pielgrzymki turystów. Ilość selfie-pałek i osób, robiących sobie sweet focie na tle obdrapanej ściany - prze-ra-żająca. Praktycznie nie widziałam "lokalsów" i wcale im się nie dziwię - na dłuższą metę trudno tam wytrzymać, bo to tak, jakby próbować się wyczilować, pijąc piwo na samym środku Pól Elizejskich (oczywiście wprost proporcjonalnie do wielkości obydwu). Do tego trafiłam na jakąś większą grupę turystów z Anglii. Bardzo głośnych turystów. W pewnym momencie poczułam się, jakbym siedziała w brytyjskim barze w trakcie meczuTottenham-Chelsea, więc mimo zauroczenia samym pubem, postanowiłam z niego spadać.

PS. Uczciwie muszę zaznaczyć, że w Szimpla Kert byłam koło godziny 16.00. Bardzo możliwe, że wieczorem tłumy turystów się rozpływają i pubowe życie wraca do normalności.


Grandio Party Hostel

Adres: Nagy Diófa u. 8


Uciekając przed hordami turystów spragnionych fotek w naturalistycznym tle, trafiłam do Grandio Party Hostel - połączenia ruin pubu i hotelu. Miejsce mniej odjechane wizualnie, ale wciąż bardzo fajne. Trochę "brudne", ale dużo spokojniejsze. Zieleń drzew w środku okalających je zrujnowanych kamienic - bardzo fajny efekt.


Grandio Party Hostel - ruin pub Budapest

Grandio Party Hostel - ruin pub Budapest


Grandio Party Hostel - ruin pub Budapest

Grandio Party Hostel - ruin pub Budapest

Grandio Party Hostel - ruin pub Budapest

 Grandio Party Hostel - ruin pub Budapest

Grandio Party Hostel - ruin pub Budapest









Fogas Haz

Adres: Akácfa u. 51
O tym ostatnim ruin pub, w którym byłam, mogę najmniej powiedzieć. Najmniej dobrego. Było...ok, ale nic nie urwało. Pub jak pub. Faktycznie lekko rozpadająca się kamienica, więc element "ruin" spełniony. Ale jakoś bez klimatu. Do tego muzyka w stylu Davida Guetty - o nie, dziękuję bardzo. Plus - fajne światła na drzewie.

Fogas Haz - ruin pub Budapest


Fogas Haz - ruin pub Budapest


Fogas Haz - ruin pub Budapest

środa, 15 czerwca 2016

Awwwww.... jutro mija pięć lat, od kiedy założyłam bloga. Mój blogasek taki dorosły. Specjalnie z tej okazji sprawiłam sobie prezent w postaci zdrowego koktajlu ze jarmużu, jabłka, selera naciowego i kiwi, a Wam....

Dobra! Kłamię!!!
Było tak: o tym, że jutro jest ta cała "rocznica" przypomniałam sobie przez zupełny przypadek. Co roku, oprócz blogowych urodzin nr 1, ją przegapiam. Jestem beznadziejna we wszystkie święta, rocznice, sylwestry, nawet własne urodziny średnio mnie interesują. Nic nie przygotowałam sobie z tej okazji, a gdybym NAWET miała taki zamiar, to na bogów! Nie byłoby to smoothie z jarmużu! Nie gardzę pełnym kieliszkiem, kiedy świętuję, ale pod warunkiem, że jest wypełniony czymś konkretnym %%
Ale dla Was faktycznie coś przygotowałam. Proszę bardzo - oto zestawienie moich wczesnych dzieł gastronomicznych, wraz ze zdjęciami, które wyznaczyły trend w w świecie fotografii kulinarnej, dziś określany jako foodporn. Taddaaaaaa!

1. Pierwszy faktyczny przepis na blogu (pierwszy wpis dotyczył tego, jak nie wyszło mi coś z kruchego ciasta). Tarta ze szpinakiem i pomidorami - zwróćcie proszę uwagę na kunszt z jakim ułożyłam oliwki. Garnirowanie pełną gębą.

2. Przed dodaniem tego wpisu przeczytałam artykuł o fotografii kulinarnej na czarnych talerzach. Zrobiłam sałatkę, nabrałam jej pełną łychę, nałożyłam ją na talerz i postawiłam go na balkonie. Byłam całkiem zadowolona z efektu. Naprawdę... Sałatka z kuskusem

3. Garnek, drewniana łyżka, włoski sos... parapet ułamek białostockiego osiedla w tle - Sos marinara

4. Wielka micha zielonej papki. Foodporn w pełnej okazałości - Puree ze szpinakiem

5. I teraz crème de la crème - pasztet z selera (on naprawdę  jest bardzo smaczny). Jak ja byłam dumna z tego zdjęcia. I z tej pasztetowej piramidy. Krople keczupu wieńczą dzieło.

Nie. Nie wykasuję tych przepisów. Zdjęć też nie wymienię. Nigdy w życiu! Fajna pamiątka. A teraz do rzeczy, czyli smoothie z jarmużu z jabłkiem, selerem i kiwi.

Zielony koktajl - smothie z jarmużu z jabłkiem i selerem naciowym

Smoothie z jarmużu z jabłkiem - składniki:

- 4-5 garści jarmużu  
- 3 jabłka
- 2 kiwi
- 2 pałki selera naciowego
- pół litra wody

Smoothie z jarmużu z jabłkiem - przygotowanie
Jarmuż, seler i jabłka myjemy. Kroimy na drobniejsze części. Z jabłek wycinamy gniazda nasienne. Wrzucamy wszystko do blendera. Dodajemy wodę.

Włączamy blender i miksujemy wszystko ze sobą. Dodajemy obrane i pokrojone kiwi i jeszcze raz miksujemy. Jeśli koktajl jest za gęsty, możemy dodać jeszcze troszkę wody.

Nie stosuję tutaj cukru, bo słodycz dają jabłka.

Smacznego!

piątek, 10 czerwca 2016

W czasach, gdy nie potrafiłam gotować, ale tak naprawdę nie potrafiłam i najbardziej wyrafinowanym daniem, jakie przygotowałam była zupka Vifon "coś tam w pięciu smakach", uważałam, że są dwa rodzaje ludzi. Pierwsza grupa to osoby, które zapraszając gości podają minimum pięć, samodzielnie przygotowanych, ciepłych dań (każde je się specjalnym widelcem), do tego milion przystawek na zimno i ciepło, a przy talerzach układają bajeranckie serwetki zwinięte w łabędzie. Druga grupa to ta, do której należałam i która z roztrzęsieniem wystukuje w internetowej wyszukiwarce, pełne paniki, trochę rozhisteryzowane: "co podać gościom na imprezie?!", a ostatecznie i tak serwuje krakersy i paluszki (w przebłysku kulinarnego geniuszu rzuca gościom nie tylko paluszki z solą, ale i makiem!).

Teraz jestem gdzieś w połowie. Wraz z przekroczeniem przez gości progu mojego domu, na stół nie wjeżdża pieczony świniak z jabłkiem w pysku (one zawsze mnie przerażały). Natomiast jeśli nawet podam krakersy, to jednak jako dodatek do czegoś pysznego. Tak, jak np. ten wiejski dip. Jest pyszny i wciągający (chwilowo uzależniający), jak solone orzeszki - nie skończysz, póki nie sięgniesz dna (nie, to niej jest parabola życia). Oczywiście - jako, że jest to dip wiejski, bardzo serowy i z kiełbą, to jest również kaloryczny. Ale kto by się przejmował?! Czasem można zgrzeszyć!

Wiejski dip z serem cheddar na imprezy


Wiejski dip z serem cheddar - składniki:

- pół pałki kiełbasy wiejskiej
- cebula
- 200 gramów sera cheddar
- 200 gramów sera Neufchatel (czasem znajduję go w Tesco, jeśli nie ma, to kupuję TEN)
- pęczek szczypiorku
- 1 1/4 szklanki śmietany 18%
- 3 łyżki oleju rzepakowego
- pół szklanki gęstego jogurtu naturalnego
- sól i pieprz

Do podania: krakersy cebulowe, świeże warzywa pokrojone w słupki: papryka, marchew, seler naciowy itp.

Wiejski dip z serem cheddar - przygotowanie:

Kiełbasę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na oleju rzepakowym. Następnie wykładamy ją na papierowy ręcznik, aby odsączyć z tłuszczu.

Ser kroimy w dość drobną kostkę, przekładamy do miski i dodajemy śmietanę. Za pomocą blendera "żyrafy" ucieramy na gładką masę.

Do serowo-śmietanowej masy dodajemy podsmażoną kiełbasę, pokrojoną drobno cebulę, pokrojony szczypiorek i starty ser cheddar. Całość mieszamy - jeśli dip jest zbyt gęsty dodajemy jogurt naturalny. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Gotowy dip przekładamy do salaterki, podajemy z krakersami i/lub świeżymi warzywamu.

Wiejski dip z serem cheddar na imprezy