Sałatka na imprezy

z rukolą, granatem i serem pleśniowym

Tanie gotowanie,

czyli kuchnia bardzo ekonomiczna

Oczyszczanie organizmu

najlepsze sposoby i dieta

Potrawy na przyjęcia

zupy, przystawki i dania główne

niedziela, 25 stycznia 2015

Pierś z gęsi pieczona w jabłkach
Drogi pamiętniczku!
Kiedy byłam, kiedy byłam małym chłopcem, hej, często, spędzając czas na wsi, słyszałam: "nie drażnij gęsi, bo gęsi gryzą w pięty". Tak mocno wbiło się to w tył mojej dziecięcej głowy, że przed gęśmi uciekałam nawet wtedy, gdy nie przejawiały choćby najmniejszego zainteresowania moimi pulchnymi nóżkami. A dziś to ja biegam za gęśmi. A raczej biegałam w ich poszukiwaniu, bo niełatwo było mi uświadczyć gęsiny, na choćby jednym z kilku stoisk mięsnych, w sklepach, które odwiedziłam. Co w tym dziwnego? Otóż to, że Polska jest największym producentem gęsiny w Europie. Tak czytałam. Więc gdzie trafia ta gęsina, skoro dla niewprawionych osób próby jej kupienia przypominają poszukiwanie świętego Graala? Otóż ponad 95% jest eksportowanych do Niemiec. Postanowiłam zatem wspierać rodzimą gospodarkę, lobbując za jedzeniem gęsiny. A pierwszym dowodem na to jest poniższy przepis na soczystą pierś z gęsi. Nawiasem mówiąc gęsina jest naprawdę smaczna i mnie samej smakuje zdecydowanie bardziej, niż tak popularny kurczak.

Przygotowując w ten sposób pierś z gęsi inspirowałam się tym przepisem.

Pierś gęsi pieczona w jabłkach - składniki:

- pierś gęsi (ok. 1 kg.)
- 7 łyżek tartego majeranku
- 3 winne jabłka średniej wielkości
- 2 ząbki czosnku
- sól i pieprz
- olej rzepakowy

solanka:
- 5 litrów wody
- 2 łyżki soli

Pierś gęsi pieczona w jabłkach - przygotowanie:

Przegotowaną wodę wlewamy do miski, wsypujemy sól i mieszamy do czasu, aż się rozpuści. Pierś myjemy pod bieżącą wodą a następnie wkładamy ją do ostudzonej solanki na około osiem godzin.

Po tym czasie pierś wyjmujemy i osuszamy.

Nacinamy ją w kilku miejscach - od strony skóry. Następnie podsmażamy na niewielkiej ilości oleju rzepakowego, do lekkiego zrumienienia.

Czosnek przeciśnięty przez praskę, sól i pieprz i 6 łyżek majeranku mieszamy ze sobą. Taką mieszanką obkładamy/nacieramy pierś gęsi i odstawiamy na godzinę.

Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w ósemki. Doprawiamy je pieprzem i łyżką majeranku. Układamy na spodzie brytfanki do pieczenia. Na nich kładziemy gęsią pierś i przykrywamy.

Tak przygotowaną gęsinę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni Celsjusza i pieczemy przez 40 minut, po czym zmniejszamy temperaturę na 180 stopni Celsjusza i pieczemy kolejne 25 minut.. W tym czasie co około 10 minut wierzch gęsi polewamy tłuszczem, który wytopił się w trakcie pieczenia. Ostatnie 30 minut pierś gęsi pieczemy w 160 stopniach C. bez przykrywki.

Po upieczeniu pierś luzujemy (odłączamy od kości) i kroimy na dwie równe części.


Smacznego!!



Pierś z gęsi pieczona w jabłkach

wtorek, 13 stycznia 2015

Są słowa, których nie znoszę. Parafianin i małżonek, to tylko dwa z nich. Źle mi się układają w uszach. Nie lubię tego, jak brzmią. Jest też zupełnie oddzielna grupa wyrazów, zdrobnień typu: rybka, mięsko, kanapeczki, pieniążki, które, jeśli są wypowiadane przez osoby powyżej szóstego roku życia, doprowadzają mnie do szału. Ostatnio natomiast ogromną niechęcią zapałałam do pewnego powiedzenia. "Albo rybka, albo akwarium". No bo niby dlaczego? Po pierwsze ani puste akwarium atrakcyjne nie jest, ani też rybka bez niego za długo nie pożyje...więc jak to? Gdzie tu sens? A już zupełnie nie rozumiem paragróźb (takich niby, takich quazi), w stylu: no wiesz, jak chcesz się zdrowo odżywiać, to możesz zapomnieć o frytkach - albo rybka, albo akwarium. No proszę państwa. STOP! In the name of love to frytki!! To their smak i kształt, i smak jeszcze raz.

Pieczone frytki z buraków i selera

Zaprawdę powiadam Wam: nie ma we frytkach nic złego, niezdrowego, a dla o dietę dbających - tuczącego. Może być i rybka i akwarium. Kwestia przygotowania. Bo jeśli frytki smażyć będziecie po raz dziesiąty na tym samym, głębokim oleju słonecznikowym, faktycznie żyły Wasze obrosną tłuszczem, jak to akwarium niesprzątane, glonami. I rybki zdechną. Zatem do dzieła rodacy-akwaryści. Warzywa w dłoń. I wcale niekoniecznie ziemniaki. Równie smaczne frytki można przygotować np. z buraków, selera, jak ja to zrobiłam ostatnio, ale również z marchewki, pietruszki, hipsterskiego topinamburu i innych bulwiastych i korzennych rarytasów.




Frytki z buraków i selera - składniki:

- burak
- seler
- olej lniany
- tymianek
- sól i pieprz
- ostra papryka
- inne ulubione przyprawy

Frytki z buraków i selera - przygotowanie:

Buraki i seler obieramy i kroimy tak, aby miały kształt frytek.

Niewielką ilość oleju (1 łyżka dla średniej wielkości selera) wlewamy do miski. Dodajemy przyprawy i mieszamy. Wrzucamy frytki z selera i dokładnie obtaczamy je w oleju i przyprawach. Następnie przekładamy na folię aluminiową, ułożoną na blasze do pieczenia.

Czynność powtarzamy z pokrojonymi burakami.

Blachę z tak przygotowanymi frytkami z buraków i selera i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i pieczemy 20-25 minut.

Smacznego!

Pieczone frytki z buraków i selera

Pieczone frytki z buraków i selera


Beetroot and celery fries

wtorek, 6 stycznia 2015

Hola amigos! Macie takie dania, potrawy, napoje czy cokolwiek innego, czego kiedyś nie lubiliście jeść/pić, a dziś należą do Waszych kulinarnych ulubieńców? U mnie taka lista jest dość długa i do tej pory znalazły się na niej między innymi: zielone oliwki, anchois, zielona herbata, sok pomidorowy, mango, krewetki, a jakiś rok temu dołączyło do nich awokado. Lubię je jeść tak po prostu, pokrojone na kawałki. Czasem dodaję do sushi, a ostatnio upodobałam sobie również w postaci dipu, który jem z domowymi nachos lub frytkami. Dip z awokado nazywany jest również (a raczej przede wszystkim) guacamole. To meksykańska salsa i dziś proponuję Wam jej zbliżoną do klasycznej* wersję. Możecie ją dodatkowo wzbogacić np. o paprykę chili, oliwę czy pomidory.

* klasyczne/tradycyjne guacamole opiera się wyłącznie o awokado, sok z limonki oraz sól

Dip z awokado - przepis podstawowy


Dip z awokado (guacamole) - składniki:

- 2 duże, dojrzałe awokado
- sok z limonki
- 1/2 bardzo drobno posiekanej cebuli
- zmiażdżony ząbek czosnku
- łyżka świeżej, posiekanej kolendry
- sól

Dip z awokado (guacamole) - przygotowanie:

Awokado kroimy wzdłuż na pół, a następnie przekręcamy, aby rozdzielić obie połowy. Pestkę wyciągamy nabijając ją na czubek noża.

Awokado obieramy ze skórki i kroimy w kostkę. Wrzucamy do plastikowej lub szklanej miski i polewamy sokiem z limonki.

Następnie rozgniatamy je widelcem do uzyskania masy o zadowalającej nas konsystencji. Dodajemy kolendrę, czosnek i cebulę - wszystko razem mieszamy.

Gotowe awokado przekładamy do naczynia. Dip możemy posypać z wierzchu posiekaną kolendrą.

Podajemy np. z domowymi nachos.

Smacznego!


Dip z awokado - przepis podstawowy

niedziela, 28 grudnia 2014


Grzane wino z pomarańcząW mieście trudno jest mi znaleźć plusy zimy (co innego, kiedy mieszkałam na wsi). Śnieg szybko się brudzi i daleko mu do prawdziwej bieli, poranki wiążą się z odśnieżaniem samochodu i walczeniem z jego zamarzniętymi drzwiami, ewentualnie z marznięciem na przystanku autobusowym. Zero zimowego romantyzmu. Ale... mam jeden sposób na złamanie miejsko-zimowego pesymizmu. Są nim grzańce. Mam tu na myśli zarówno grzane piwo, jak i grzane wino. I trudno mi zdecydować, które wolę bardziej. Ciepły koc, grzane wino i wszystko staje się bardziej znośne.



Grzane wino z pomarańczą - składniki

- butelka czerwonego wina - u mnie zawsze wytrawne ewentualnie półwytrawne
- 2 pomarańcze
- kilka ziaren kardamonu lub szczypta mielonego
- kora cynamonu lub około łyżeczki mielonego
- skórka starta z jednej, sparzonej cytryny
- kilkanaście goździków
- 3-2 łyżki miodu (jeśli używacie wina słodkiego, miód możecie pominąć)

Grzane wino z pomarańczą - przygotowanie:


Pomarańczę dokładnie szorujemy, sparzamy wrzątkiem i kroimy na kawałki.

Wino przelewamy do garnka i dodajemy wszystkie składniki, wraz z pomarańczą.

Ustawiamy na małym ogniu i podgrzewamy mieszając, aby miód się rozpuścił.

Nie dopuszczamy do zagotowania wina.

Następnie grzane wino rozlewamy do szklanek, kubków czy czegokolwiek, przecedzając je przez sitko.

Smacznego!!
Grzane wino z pomarańczą


środa, 24 grudnia 2014

Wigilijna kutiaKutia, czyli świąteczny symbol pożądania. Dlaczego? Ano dlatego, że na kilka lat została wycofana (bez mojej zgody) ze świątecznego menu w moim domu. I tak mocno za nią tęskniłam. Bo kutię bardzo lubię (ach, ta słodycz miodu i bakalii!)... ale jestem jedyną jej amatorką. A co za tym idzie - nie tylko sama ją jem, ale sama sobie muszę ją przygotować. Nie jest to wielkim wyzwaniem, bo kutia nie wymaga specjalnych umiejętności... Tak się tylko zastanawiam, ilu z Was zna tę wigilijną potrawę, bo przecież wywodzi się ona ze wschodnich terenów Polski.

Tak czy owak, tym którzy ją znają i tym, którzy nie, z okazji Świąt życzę... po prostu szczęścia. A przy okazji również odpoczynku, w końcu to ostatnia w tym roku okazja, do wydłużenia weekendu.
Wszystkiego dobrego!!!!!


Wigilijna kutia - składniki:

- 1 szklanka obtłuczonej pszenicy (ewentualnie kaszy pęczak)
-  3/4 szklanki niebieskiego maku
- miód
- rodzynki, suszona: żurawina, morele, śliwki - u mnie niesiarkowane (ewentualnie inne bakalie)
- kandyzowana skórka pomarańczy
- pół szklanki orzechów włoskich
- pół szklanki płatków migdałowych

Wigilijna kutia - przygotowanie:

Płatki migdałowe prażymy na suchej patelni.

Mak wysypujemy na sitko o bardzo małych otworkach, polewamy wrzącą wodą. Przesypujemy do garnuszka. zalewamy zimną wodą i stawiamy na małym płomieniu. Gotujemy około 45 minut a następnie odcedzamy.

Rodzynki i morele moczymy w wodzie przez pół godziny. Odcedzamy i razem ze śliwkami kroimy dość drobno.

Pszenicę przepłukujemy pod bieżącą wodą, a następnie zalewamy ją chłodną wodą w garnuszku i odstawiamy na 8-10 godzin. Po wyznaczonym czasie stawiamy na niewielkim płomieniu i gotujemy do miękkości (pęczak krócej niż pszenicę), uważając, aby się nie rozgotowała.


Gdy pszenica jest gotowa zdejmujemy ją z ognia, przekładamy na sitko, polewamy zimną wodą i odcedzamy.

Wszystkie składniki (wraz z żurawiną i skórką z pomarańczy) mieszamy w misce, dodając 2-3 łyżki miodu.

Smacznego!


Wigilijna kutia


wtorek, 23 grudnia 2014

Śledzie po żydowskuMoje tegoroczne, spóźnione przygotowania do świąt  sponsorują literki "w", jak wirus i "p" jak przeziębienie. Jest wieczór przed Wigilią, a ja dopiero zaczynam piec i gotować. Serio. Nie wiem, jak to zrobię. Schab w piekarniku, pszenica na kutię się dopiero moczy, kapusta do kartaczy czeka na grzyby. A ja leżę i oglądam "Okrasa łamie przepisy" - odcinek o ziemniakach. Nijak nie wprowadzam się w świąteczny klimat. Tylko jedna potrawa jest już gotowa. Ale tylko dlatego, że bardzo szybko się ją robi i bez żadnego wysiłku. To śledzie po żydowsku. I jedyna "żydowska" potrawa, którą jem w Wigilię. Bo karpia nie cierpię. Tylko ten "żydowski" fragment śledzi biorę w wielki cudzysłów. Nie potrafię wytłumaczyć skąd ta nazwa. Podobnie, jak ryba "po grecku". Ale ja tu gadu-gadu o etymologii śledzia po żydowsku, a pierwsza gwiazdka już gdzieś tam leci. Czasu coraz mniej, a pozostałe potrawy same się nie zrobią...


Śledzie po żydowsku - składniki:

- 5 śledzi w oleju
- 1,5 szklanki pomidorowej passaty
- 2 łyżki koncentratu pomidorowego
- średniej wielkości cebula
- 3/4 szklanki rodzynek
- olej rzepakowy
- sól i pieprz

Śledzie po żydowsku - przygotowanie:

Śledzie moczymy w zimnej wodzie przez około 2 godziny. Następnie dokładnie odcedzamy i kroimy w poprzek w wąskie paski. Układamy na półmisku lub na talerzu.

Rodzynki moczymy w ciepłej wodzie a po 20 minutach odcedzamy.

Cebulę obieramy i kroimy w półtalarki około 5 milimetrowej grubości. Podsmażamy na niewielkiej ilości oleju aż się zeszkli.

Dodajemy rodzynki i chwilę smażymy. Następnie dodajemy pomidorową passatę, koncentrat i wszystko razem mieszamy.

Taki sos dusimy na małym ogniu 2-3 minuty, a następnie odstawiamy do przestygnięcia.

Chłodny sos doprawiamy do smaku solą i pieprzem, a następnie przekładamy na śledzie.

Smacznego!!


Śledzie po żydowsku

środa, 17 grudnia 2014

Rosti - szwajcarskie placki ziemniaczaneJa po prostu jestem pyrą. I nie chodzi mi w tym momencie o miejsce zamieszkania, ale o moje zamiłowanie do ziemniaków. Pod wszystkimi postaciami. Jako dodatek do dania głównego lub osobno. Pieczone, gotowane, puree - cokolwiek. A placki ziemniaczane mnie wzruszają. Te, które znam od dziecka, żydowskie latkes z mąką z macy czy te, których próbowałam ostatnio - szwajcarskie placki ziemniaczane rösti.  Dziś zachęcam Was do przygotowania ich wersji podstawowej z cyklu: "prościej się nie da" - bez jajek i mąki. Do innych ich wersji, "bogatszych" dodawane są na przykład: boczek, zioła, ostry ser czy makaron.

Rosti - szwajcarskie placki ziemniaczane - składniki:

- pół kilo ziemniaków
- średniej wielkości cebula
- sól i pieprz do smaku
- olej rzepakowy

Rosti - szwajcarskie placki ziemniaczane - przygotowanie:

Ziemniaki obieramy i ścieramy na tarce o największych oczkach.

Cebulę obieramy, kroimy w kostkę i podsmażany z odrobiną soli, na niewielkiej ilości oleju.

Gdy cebula zmięknie dodajemy ją do startych ziemniaków. Wszystko dokładnie mieszamy, przyprawiamy solą i pieprzem.

Tak przygotowaną masę ziemniaczaną przekładamy na patelnię, za pomocą łyżki formując duży placek. Podsmażamy go z obu stron.

Ja z przyzwyczajenia zaczęłam od małych placków, co widać na zdjęciach.

Smacznego!

Rosti - szwajcarskie placki ziemniaczane


czwartek, 11 grudnia 2014

Sernik dyniowy z powidłami śliwkowymiNa ogół staram się nie siać defetyzmu, ale tym razem muszę to powiedzieć: mam już dość jesieni/zimy. To całe "ciemno i zimno" trwa stanowczo za długo. Październik był ok - piękna, złota jesień. Cały listopad mówiłam sobie: "no nie jest źle, przy odrobinie dobrej woli mogę sobie wmówić, że Białystok wygląda jak tajemniczy Paryż z książek: lekko zamglony z wilgotną od deszczu brukowaną ulicą w centrum". Tak, wiem - centrum Paryża nie jest brukowana. I tak, wiem - żeby wmówić sobie coś takiego, trzeba być bardzo zdesperowanym, ale czego to człowiek nie zrobi, żeby jesień była bardziej znośna? Można się uciec do "autookłamywania"*. Choć w połowie grudnia i ono nie pomaga. Uciekam więc do kuchni. Najczęściej do ciast i innych słodkości (patrz kruche rogaliki z dżemem na chandrę). Najsprawniejsza jestem w robieniu serników i ich pieczenie nie sprawia mi większego problemu, w odróżnieniu od wielu innych wypieków. Także niedawno, gdy kolejny raz dopadł mnie nastrój z cyklu: "a buuuuuuuuuuu, jesieńńń!" nie miałam wątpliwości co upiec. Padło na połączenie sera z właśnie otwartym musem z dyni, dzięki któremu powstał sernik dyniowy. A dla wzbogacenia jego smaku dodałam... a raczej chciałam dodać, powidła śliwkowe. Tych jednak zabrakło i posłużyłam się śliwkową nutellą. Sami możecie zdecydować, którą opcję wybieracie - nutellę czy powidła - sernik i tak będzie smaczny. Powodzenia!

* białe kłamstwo/udawanie przed samym sobą, mylone często z okłamywaniem swojego samochodu, (do tego swoją drogą też często się uciekam, kiedy zamiast powiedzieć: "ty rudero oddam cię na złom", mówię: "Krystyno kochana, masz takie piękne zawieszenie i lakier, i lewe światło... zapal w końcu proszę, zawieź mnie do pracy".)

Sernik dyniowy z powidłami śliwkowymi - składniki:

masa serowa
- kilogram sera białego półtłustego w temp. pokojowej
- 300 gramów musu z pieczonej dyni
- 200 gramów cukru pudru
- 2 białka
- szklanka śmietany 18%
- 2 jajka w temp. pokojowej

spód
- 200 gramów ciasteczek korzennych
- 80 gramów masła
- łyżka cynamonu

dodatkowo:
- masło do wysmarowania formy
- 250 gramów powideł/nutelli śliwkowej

Sernik dyniowy z powidłami śliwkowymi - przygotowanie:

Przygotowujemy spód. Ciasteczka dokładnie kruszymy, możemy użyć w tym celu blendera. W garnuszku roztapiamy masło i dodajemy je do ciasteczek razem z cynamonem. Wszystko dokładnie mieszamy.

Formę do ciasta smarujemy masłem, a następnie na jej spód wykładamy ciasteczka. Rozprowadzając je równomiernie i dociskając, formujemy spód sernika.Następnie smarujemy go połową powideł/nutelli. Foremkę z sernikowym spodem wstawiamy do lodówki.

Teraz zajmujemy się masą serową. Ser trzykrotnie mielimy (w tym momencie możemy włączyć piekarnik na 180 stopni Celsjusza). Dodajemy do niego wszystkie składniki z wyjątkiem białek oraz powideł i dokładnie mieszamy mikserem.

W miseczce ubijamy białka na sztywną pianę. Delikatnie za pomocą łyżki mieszamy ją z masą serową. Następnie przekładamy ją na przygotowany wcześniej spód i wygładzamy z wierzchu.

Na wierzch sernika kładziemy porcje powideł, a następnie "przeciągamy" po nich wykałaczką, "rysując" wzory.

Sernik wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy około 70 minut. Wyjmujemy, czekamy aż przestygnie i na minimum 2 godziny wstawiamy do lodówki.

Smacznego!

Sernik dyniowy z powidłami śliwkowymi

Sernik dyniowy z powidłami śliwkowymi

piątek, 21 listopada 2014

W czeluściach Internetu często natykam się na pytanie o to, jak zrobić mus z dyni, bez cukru, soli i innych konserwantów. W jaki sposób przygotować taki mus na zimę, schować go do słoików i mieć pewność, że przetrwa kilka zimowych miesięcy? Otóż przez... a może raczej dzięki swojemu zapominalstwu, mogę Wam polecić przepis, dzięki któremu mus z dyni przetrwa nie tylko zimę, ale i kolejnych dwanaście miesięcy. Jak się o tym przekonałam? Mus przygotowałam na początku września ubiegłego roku, "zapakowałam" w słoiki, następnie do spiżarni, zapominając wcześniej zrobić mu zdjęcie. Nawet zapisałam sobie na małej karteczce: "do listopada zrób zdjęcie musu i wstaw na blog". Jednakże wszystkie małe karteczki mają jedną, wspólną cechę - szybko się gubią. Dlaczego inaczej miałoby być tym razem? Nie było. Karteczka przepadła wraz z szansą na debiut dyniowego musu na blogu. Dopiero kilka dni temu, buszując po spiżarni, wstawiając kolejne przetwory, natknęłam się na kilka opuszczonych, zapomnianych, pozostawionych na pastwę śliwkowej Nutelli i ogórków z miodem, słoików musu z pieczonej dyni. Otworzyłam je i taddaaaaa - żadnej pleśni, niczego, co wskazywałoby na jego zepsucie. 100% dyni w dyni.

Mus z pieczonej dyni na zimę bez cukru


Mus z pieczonej dyni na zimę - składniki:

- dynia (dowolny gatunek)

Mus z pieczonej dyni na zimę bez cukru - przygotowanie:

Dynię kroimy na kawałki, oczyszczamy z włókien i pestek. Układamy je skórką do góry, na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

Blachę wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni Celsjusza na około 30-40 minut i pieczemy do momentu, aż dynia zrobi się miękka.

Upieczoną dynię wyjmujemy i obieramy ze skórki. Następnie wrzucamy do garnka i blendujemy na gładką masę.

Garnek ustawiamy na małym ogniu i podgrzewamy mus, stale mieszając, aby się nie przypalił.

Gorący mus przekładamy do wyparzonych słoiczków i trzykrotnie pasteryzujemy. Każda pasteryzacja powinna trwać około 7 minut.

Słoiki z musem z dyni odwracamy do góry dnami i wstawiamy pod koc, do wystygnięcia.

Smacznego!

*Do czego wykorzystać mus z dyni?
Można go użyć jako składnik farszu do naleśników, pierogów, ravioli (również jako dodatek do samego ciasta), serników, placków, lodów etc.

Mus z pieczonej dyni na zimę bez cukru




wtorek, 11 listopada 2014

Gravlax w buraczkach, czyli łosoś w grobie z marynatyPrzyznam, że moje dotychczasowe doświadczenia z rybami w wydaniu kuchni skandynawskiej nie były dość szczęśliwe. W dziewięćdziesiątym którymś roku, w trakcie obozu harcerskiego w Szwecji, miałam ogromną nieprzyjemność jeść kiszone śledzie. Śmierdziało cholerstwo na kilometr, okrutnie, aż trudno to opisać. I niestety, wbrew zapewnieniom znajomych Szwedów, smak nie wynagradzał zapachu. W żaden sposób. Dużo bezpieczniejszym wyborem, jeśli chodzi o dania rybne kuchni skandynawskiej jest gravlax (pisownia i wymowa tej potrawy różnią się nieznacznie, w zależności od kraju, w którym są stosowane: gravad lax w Szwecji, gravad laks w Danii czy graflax na Islandii). Jeśli traktować jej nazwę na serio, to śmiało może ona stać się punktem kulinarnie najważniejszym punktem halloweenowych przyjęć. Dlaczego? Otóż dlatego, że grav - zn. grób, a lax - łosoś. Wiąże się to z pierwotnym sposobem jego przygotowania - solenia i zakopywania w ziemi. Czyli taki łosoś w marynowanym grobie. Dość funeralnie, ale bardzo smacznie. Najprostszą formą jest gravlax, czyli łosoś marynowany w cukrze, soli i koperku. Ja natomiast uwielbiam wersję z buraczkami. Smakuje świetnie i ma dodatkowy walor wizualny. Zresztą oceńcie sami.

Gravlax - marnowany łosoś, składniki:

- 400 gramów świeżego łososia
- 2 średniej wielkości buraki
- 2 kieliszki wódki
- pęczek koperku
- 2 łyżki soku z cytryny
- skórka otarta z cytryny
- 40 gramów brązowego cukru
- 80 gramów soli

Gravlax - marnowany łosoś, przygotowanie:

Łososia myjemy i osuszamy.

Delikatnie, za pomocą ostrego noża, odcinamy od niego skórę.

W misce mieszamy cukier, sól, pieprz i wódkę. Dodajemy posiekany koperek, sok i skórkę z cytryny.

Buraki obieramy, myjemy i ścieramy na tarce o największych oczkach. Dodajemy do miski z wcześniej wymieszanymi, pozostałymi składnikami i wszystko razem, jeszcze raz dokładnie mieszamy,

Tak przygotowaną masą dokładnie obkładamy łososia, owijamy folią i wkładamy do lodówki na 48 godzin.

Po dwóch dniach rybę wyjmujemy, delikatnie opłukujemy z marynaty i wykładamy na talerz. 

Gravlax możemy podawać cienko pokrojony np. z ciemnym chlebem.

Smacznego!


Gravlax w buraczkach, czyli łosoś w grobie z marynaty

piątek, 24 października 2014

Tatar ze śledzia w marynowanych burakach i ja - to była miłość od pierwszego usłyszenia. Najpierw powiedziała mi o nim kulinarkowa Magda, która widząc moje błagalne spojrzenie obiecała, że przepis wstawi na swój blog... co też zrobiła. A ja w duchu powiedziałam sobie, że muszę, po prostu MUSZĘ go przygotować. I też to zrobiłam.... zaledwie dwa lata później. Sama nie rozumiem, dlaczego przepis na ten tatar musiał tak długo czekać na wcielenie go w życie. Zwłaszcza, że przecież wiem, jak genialnie sprawdza się połączenie śledzie z burakami (vide -> szuba - moja miłość). Taki tatar to świetna przystawka np. na imprezy. W ostatnim czasie przygotowywałam go już kilkukrotnie i za każdym razem podbijał serca moich gości.


Tatar ze śledzia w marynowanych burakach



Tatar ze śledzia w marynowanych burakach - składniki:

- 5 średniej wielkości buraków
- duże jabłko
- 270 gramów filetów śledzi małosolnych
- ok. 2 łyżki majonezu
- łyżeczka musztardy
- mała cebula czerwona
- 3 kawałki marynowanej papryki bez skórki
- 2 średnie ogórki konserwowe
- sól i pieprz

marynata
- 2 łyżki oleju rzepakowego
- 2 łyżki czerwonego octu winnego
- 2 łyżki miodu


Tatar ze śledzia w marynowanych burakach - przygotowanie

Buraki myjemy, wycieramy, owijamy w folię aluminiową i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i pieczemy ok. 1,5 godziny.

Po wyznaczonym czasie wyjmujemy je z piekarnika, a gdy ostygną obieramy.

Kroimy je w 5 mm. plastry.

Wszystkie składniki marynaty dokładnie ze sobą łączymy, a następnie wkładamy do nich plastry buraków. Marynujemy je w ten sposób przez kilka godzin. Ja zostawiam je przeważnie na dość długo, bo 8-10 godzin.

Jeśli śledzie są bardzo słone, moczymy je w wodzie przez około 2 godziny, a następnie odsączamy na sitku. Kroimy w bardzo drobną kostkę. Podobnie postępujemy z pozostałymi składnikami tatara - wszystkie powinny być obrane i drobniutko pokrojone. 

Dodajemy musztardę i majonez - tyle, aby masa nie była zbyt rzadka. Mieszamy wszystko dokładnie.

Tak przygotowany tatar wykładamy na plaster buraka i przykrywamy do drugim plastrem. Czynność powtarzamy ze wszystkimi buraczanymi plastrami.

Smacznego!


Tatar ze śledzia w marynowanych burakach - przystawka na imprezy